W poniedziałek, na dzień przed posiedzeniem Federalnego Komitetu Otwartego Rynku (FOMC), który ma obciąć stopy procentowe, głównym bohaterem nie był Ben Bernanke, obecny szef tej instytucji, lecz jego poprzednik Alan Greenspan. Wypowiadał się na lewo i prawo, bo tego dnia zaczynała się sprzedaż jego wspomnień "Wiek Turbulencji".
Greenspan przyznaje, że nie przewidział kryzysu na rynku ryzykownych (subprime) kredytów hipotecznych i jego reperkusji, ale czuł, że coś się musi stać. Jeśli nie byłoby kredytów subprime, pojawiłoby się coś innego. Były szef Fedu nie wie jeszcze, czy obecny kryzys będzie bardziej bolesny niż ten z 1998 roku, ale widzi podobieństwa. Także do 1987 roku. - Jeszcze nie znamy jego wszystkich skutków - powiedział w wywiadzie dla brytyjskiej gazety "Daily Telegraph".
Greenspan wieści bliski koniec boomu na brytyjskim rynku nieruchomości, wzrost inflacji powyżej 3 proc. i presję na poziom stóp procentowych.
Najwięcej szumu jest w Stanach Zjednoczonych, gdyż uchodzący za konserwatystę były szef banku centralnego ostro skrytykował prezydenta George?a W. Busha i parlamentarzystów z Partii Republikańskiej za nieprzemyślane wydatki i program gospodarczy motywowany celami politycznymi. Cięciom podatków nie towarzyszyły redukcje wydatków budżetowych, 128 miliardów dolarów nadwyżki w 2001 r. wyparowało i w 2004 deficyt osiągnął 413 mld USD. Greenspan uważa, że republikanie zasłużyli sobie na utratę kontroli w Kongresie. Były szef Fedu chwali byłego prezydenta Billa Clintona za jego osiągnięcia w polityce gospodarczej.
Ostatnio dostało się też samemu Greenspanowi, za to, że zbyt długo na zbyt niskim poziomie utrzymywał stopy procentowe, co było powodem boomu na rynku nieruchomości. - Czasem jestem krytykowany i zasługuję na to, bo takie są reguły gry - powiedział w rozmowie z dziennikarką "USA Today".