Reklama

Koło fortuny

Każdy, kto przetrzymał dołek i utrzymał pozycję do teraz, może stać zadowolony u boku traderów z Goldman Sachs. Pytanie, na ile było to zachowanie już wcześniej skalkulowane, a ile było w tym zaciskania zębów i trzymania kciuków "za odbicie"

Publikacja: 24.09.2007 08:33

Od początku wakacji do chwili obecnej przeszliśmy długą drogę. Druga połowa lipca i pierwsza połowa sierpnia były dla wielu inwestujących okresem ciężkiej próby. Zapewne niejedna osoba czuła się niepewnie, patrząc jak zyski topnieją (w lepszym wariancie) albo powiększa się strata (w wersji gorszej). Kolejny miesiąc to okres gasnącego niepokoju i ulgi. W piątek notowania zakończyły się na poziomie podobnym do tego z początku lipca. Procent czy dwa nie robią tu różnicy, gdyż w porównaniu z wcześniejszym spadkiem sytuacja i tak jest w tej chwili znacznie lepsza.

Znowu w punkcie wyjścia

Fortuna kołem się toczy i koło to właśnie wykonało pełny obrót. Jest to dobry czas na wyciągnięcie wniosków i ponowne przemyślenie decyzji o inwestowaniu na rynku kapitałowym. Los sprawił, że jest szansa, by jeszcze raz rozważyć, czy warto. Obecnie jest to o tyle łatwiejsze, że wiadomo już, z czym się takie inwestycje wiążą. Ta wiedza powinna pomóc w podjęciu decyzji, czy nadal utrzymywać posiadane pozycje, a może jednak zredukować ich poziom ryzyka, by nie przeżywać takich emocji jeszcze raz, czy też po prostu dojść do wniosku, że bezpieczniejsze formy lokaty są bardziej odpowiednie.

Tu nie ma jednej dobrej decyzji. Dla każdego jest ona inna. Wpływ na to ma głównie sytuacja inwestującego. To on wie, na jak długo kapitał może być zainwestowany, jaką część oszczędności stanowi aktualna wielkość inwestycji na giełdzie czy w fundusze. Jedno z najważniejszych pytań brzmi: czy jesteśmy przygotowani na to, że rynek ponownie może się znaleźć w okolicy sierpniowego dołka?. Wówczas los okazał się łaskawy, ale kolejnym razem już tak być nie musi - do odbicia może nie dojść, a ceny będą dalej spadać. Czy obecne zaangażowanie na rynku jest wynikiem takiej kalkulacji?

Do paniki było daleko

Reklama
Reklama

Warto sobie uświadomić jeden fakt. Wielu zapewne wspomina początek sierpnia jako trudny czas próby. Poziom emocji i niepewności był wysoki. Marzenia dotyczące zysków z giełdy znikały w tempie spadku wartości kapitału na rachunku. Być może teraz część inwestorów jest z siebie dumna, że "sprostała sytuacji", że wytrzymała i teraz jest już lepiej. Owszem, jest lepiej, ale przecież to, co wydarzyło się latem, nie było czymś wyjątkowym na rynku. To był tylko spadek o ok. 20 proc. Wystarczy spojrzeć na wykres tygodniowy (wykres 1), by uzmysłowić sobie, że to wydarzenie było jedynie epizodem. Skoro takie emocje dotyczyły w sumie średniej wielkości przeceny, to co będzie, gdy rynek zacznie bessę z prawdziwego zdarzenia i tak szczęśliwych powrotów, jak ten wrześniowy, nie będzie?

Proszę mi wierzyć, nie mam zamiaru nikogo straszyć. Nie opisuję tu jakichś wydumanych historyjek. Wystarczy cofnąć się o kilka lat. Naprawdę nie trzeba daleko szukać. Skoro w czwartek, 16 sierpnia, na rynku mieliśmy, według wielu komentatorów, panikę, to co można powiedzieć o tym, co wydarzyło się w 2000 i 2001 roku? Przecież te dwa ruchy cen są nieporównywalne. W sierpniu jedynie zasmakowaliśmy tego, co może się wydarzyć, jeśli rynek rzeczywiście wejdzie w fazę spadków. To była okazja, by zobaczyć, a dla części zapewne również wyczuć, przysłowiowy czubek góry lodowej emocji i frustracji, jakie się pojawiają, gdy rynek zmienia kierunek wbrew oczekiwaniom inwestora.

Gdzie ta krew?

Ostatnie lata hossy zdemoralizowały inwestorów. W trakcie wzrostów pojawiła się znaczna grupa graczy, którzy nadal nie mają doświadczenia w radzeniu sobie z długotrwałym spadkiem cen. Demoralizacja zaszła tak daleko, że nawet część, zdawałoby się, zaprawionych w bojach ludzi pozwoliła sobie na mocne określenia dla lipcowo-sierpniowego spadku. Przykładem może być choćby często wspominany tu Mark Hulbert, który ostatnio w swoim felietonie przyrównał sierpniowy dołek do dołka po krachu w 1987 roku. Skala obu ruchów jest nieporównywalna. Mimo to, jego zdaniem, w obu przypadkach ulicami płynęła krew, czyli poziom pesymizmu był tak wysoki, że skłaniał do zleceń kupna. Myślę, że było to porównanie zbyt daleko idące i dokonane tylko dlatego, by pokazać, jak sprytny był Goldman Sachs inwestując 2 mld dolarów w dołku przeceny. Dla Hulberta jest to przykład potwierdzający kontrariańskie podejście do rynku. Szybki zarobek 320 mln dolarów (bo tyle w ciągu miesiąca zarobiło wspomniane 2 mld dolarów) robi wrażenie, choć trzeba przyznać, że ta inwestycja obarczona była znacznym ryzykiem. Tym razem się udało. Nickowi Neesonowi, który w podobne zagrywki angażował pieniądze Barings, to się nie udało. Nikkei wbrew nadziejom młodego tradera spadał dalej, aż bank zbankrutował i został przejęty za 1 funta przez ING.

U boku traderów z Goldman Sachsa

Takie samo ryzyko wiązało się z utrzymywaniem pozycji w chwili kreślenia dołka. Nie ma tu różnicy między tym, kto w danej chwili wchodzi na rynek, a tym, który jest już na rynku. W pewnym momencie obaj są zaangażowani, a więc wynik ich inwestycji od tego momentu w podobnym stopniu zależy od zmiany cen. Oczywiście, przy uwzględnieniu stopnia dźwigni. Każdy, kto przetrzymał dołek i utrzymał pozycję do teraz, może stać zadowolony u boku traderów z Goldman Sachs. Pytanie, na ile było to zachowanie już wcześniej skalkulowane, a ile było w tym zaciskania zębów i trzymania kciuków "za odbicie". Tym razem strategia przetrzymania się opłaciła. Warto z tego wyciągnąć wnioski i powinny być one odległe od tezy, że "każdy spadek da się wytrzymać". Nie każdy.

Reklama
Reklama

FOMC w centrum uwagi

Ubiegły tydzień upłynął nam najpierw na czekaniu, a potem na reagowaniu na decyzję FOMC o obniżeniu stóp procentowych w USA. Spadła stopa funduszy federalnych oraz po raz kolejny stopa dyskontowa. Rynek przyjął tę informację z radością, co zaowocowało skokiem cen. Radość jest tym większa, że ostatnie słabsze dane dotyczące amerykańskiej gospodarki są podstawą dla inwestorów do oczekiwań kolejnego cięcia. Dzięki temu ceny akcji wzrosły, a indeksy zbliżyły się do swoich rekordów tej hossy.

Jak widać, perspektywa obniżki stóp procentowych jest obecnie ważniejsza od tego, co te obniżki spowodowało. Z jednej strony, mamy alarmistyczne prognozy i obawy o sytuację w gospodarce, a z drugiej - notowania akcji bliskie rekordom. Cały czas mam wrażenie, że mówimy o dwóch różnych światach. Jest tylko kwestią czasu, gdy ten rozjazd zostanie skorygowany. Kto ma rację? Inwestorzy pompujący ceny akcji czy Fed obawiający się negatywnych skutków osłabienia na rynku nieruchomości (trzeba bowiem pamiętać, że właśnie tu tkwi źródło problemów z kredytami typu subprime)? Myślę, że większy stopień racjonalności ma decyzja FOMC, a więc istnieje ryzyko, że to raczej rynek będzie się do niej dostosowywał.

Trochę techniki

Ostatnia świeca na wykresie tygodniowym (wykres 1)

wygląda bardzo obiecująco. Jest tylko jeden problem.

Reklama
Reklama

Ta świeca to tak naprawdę tylko jedna, środowa, sesja. Po silnym wzroście po decyzji FOMC popyt podniósł ceny już w relatywnie niewielkim stopniu. Na pocieszenie

posiadaczy długich pozycji trzeba stwierdzić, że podaż nie była na tyle silna,

by ponownie obniżyć poziom cen. W efekcie mamy

konsolidację po wzroście (wykres 2), co daje pewną przewagę bykom.

Bezpośrednie sąsiedztwo

Reklama
Reklama

lipcowych rekordów

onieśmiela kupujących.

Nastroje są dalekie

od optymizmu. Z ankiety

organizowanej na potrzeby wyznaczenia Wigometru

Reklama
Reklama

wynika, że tylko 7 proc.

badanych liczy na wzrost

indeksu WIG20 w tym

tygodniu. Nie znaczy

to jeszcze, że nie dojdzie do testu rekordowych

Reklama
Reklama

poziomów, choć, jak widać, wielu pozostaje sceptykami, że taka próba zakończy się sukcesem. Paradoksalnie ten brak optymizmu może

sprzyjać popytowi i ten nie może być z góry skazany na porażkę. Niemniej warto uważać. To już nie jest ten sam rynek, a powodów

do rekordów hossy jest

znacznie mniej.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama