Tadeusz Zwierzyński, wiceprezes Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, powiedział wczoraj agencji Reuters, że spółka nie złoży w Urzędzie Regulacji Energetyki (URE) wniosku o podwyższenie taryf gazowych na 2008 rok, pod warunkiem, że nie nastąpi gwałtowny, np. 30-proc. wzrost cen ropy, który pociągnąłby w górę ceny "błękitnego paliwa".
To zła wiadomość dla spółki
PGNiG już teraz importuje gaz po wyższej cenie, niż go sprzedaje. - Taka deklaracja zarządu jest negatywna dla PGNiG. Wszystko zależy od przyjętych cen importowanego gazu i cen ropy. Jeśli np. do końca roku cena ropy utrzyma się na poziomie około 70 USD za baryłkę, to utrzymanie taryf oznacza dla PGNiG wyższe koszty zakupu gazu importowanego. To z kolei przełoży się na niższe zyski dla spółki - uważa Ludomir Zalewski z DM PKO BP.
Kiełbasa wyborcza
Analitycy są zgodni co do "politycznego" charakteru wypowiedzi wiceprezesa. - Ceny gazu są tematem bardzo drażliwym społecznie. W obliczu trwającej obecnie kampanii wyborczej prezesowi spółki Skarbu Państwa bardzo niezręcznie byłoby mówić o podwyżce cen gazu - dodaje L. Zalewski. Być może więc wypowiedzi zarządu po 21 października będą inne. Zresztą słowa wiceprezesa natychmiast sprostował Tomasz Fill, rzecznik firmy. - Jest jeszcze za wcześnie, aby mówić o tym, jaki złożymy wniosek do URE. Nie mamy jeszcze danych za ostatnie 9 miesięcy, dotyczących m.in. cen produktów ropopochodnych - mówi rzecznik. Dodał, że spółka będzie mogła zdecydować pod koniec października, o co będzie wnioskować do URE.