Szefowie Rio Tinto, trzeciej na świecie firmy górniczej, mają pomysł, jak pokrzyżować szyki większemu rywalowi, BHP Billiton, który próbuje przejąć ich spółkę. Orężem ma być wyższa dywidenda oraz sprzedaż aktywów o wartości 30 miliardów dolarów.
Tom Albanese, dyrektor generalny Rio Tinto, uważa, że oferowana przez BHP Billiton cena w wysokości 128 mld USD (wyłącznie w akcjach) jest zbyt niska. Od 8 listopada, kiedy została ujawniona oferta BHP Billiton, kurs akcji Rio Tinto notowanych w Londynie wzrósł o 23 proc., gdyż inwestorzy giełdowi spodziewają się lepszej ceny. W tym czasie walory napastnika potaniały o 11 proc. Niektórzy gracze liczą, że pojawi się oferta przejęcia Rio Tinto złożona przez podmioty z Chin.
Albanese jest przekonany, że rynek jeszcze nie wycenił właściwie jego spółki. Twierdzi, że Rio Tinto ma lepsze perspektywy rozwoju niż konkurenci. W zachodniej Australii, kosztem 2,4 mld USD, zbuduje dwie nowe kopalnie rudy żelaza. Rio może potroić wydobycie tego surowca do ponad 600 milionów ton. - Pod względem złóż i infrastruktury pozycja Rio jest niemal unikalna - ocenia Saxon Nicholls, zarządzający w Herschel Asset Management. Jego zdaniem, kupujący będzie musiał za to zapłacić.
Marius Kloppers, dyrektor generalny BHP Billiton, próbuje zdobyć poparcie głównych udziałowców Rio Tinto, ale traci poparcie własnych.
Kapitalizacja BHP Billiton spadła już o 32 mld USD. Krytycznie do fuzji odnoszą się też klienci tej firmy (koreańskie Posco i JFE Steel Corp.), którzy obawiają się, że będą musieli więcej płacić za surowiec.