Jutrzejsze walne zgromadzenie akcjonariuszy Sygnity zdecyduje o ratunkowej emisji 2 mln akcji. Spółka pilnie potrzebuje gotówki na bieżące funkcjonowanie. Dodatkowo wisi nad nią widmo spłaty 35 mln zł, z tytułu wyemitowanych pół roku temu obligacji. Pieniądze musi zwrócić do czwartku.

Jeśli akcjonariusze poprą pomysł zarządu i przegłosują podwyższenie kapitału, firmie prawdopodobnie uda się uniknąć bankructwa. Taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny. - Jesteśmy zdecydowani poprzeć emisję. Zapiszemy się również na nowe akcje - deklaruje Paweł Turno, szef BBI Capital. Poznański fundusz jest największym udziałowcem Sygnity. Ma 9,25 proc. akcji.

Przedstawiciele giełdowej firmy twierdzą, że mają sygnały od innych akcjonariuszy o zainteresowaniu emisją. - Wiemy też o dużym zainteresowaniu naszą emisją inwestorów, którzy jeszcze nie posiadają naszych papierów - mówi Michał Michalski, rzecznik firmy.

Jeśli jednak mimo wszystko właściciele nie przegłosują emisji, przyszłość Sygnity rysuje się w czarnych barwach. Obligatariusze zapewne nie będą chcieli dalej kredytować spółki i zwrócą się o wykupienie papierów. Firma nie ma na to środków. Na koniec września miała 24 mln zł w gotówce. Łączne zobowiązania przedsiębiorstwa, z tytułu papierów dłużnych i kredytów, na koniec III kwartału wynosiły prawie 500 mln zł.