Na biurko marszałka Sejmu Bronisława Komorowskiego trafił list od burmistrza warszawskiej dzielnicy Śródmieście Wojciecha Bartelskiego (PO) z prośbą, by nowa koalicja jak najszybciej uchyliła ustawę o wielkopowierzchniowych obiektach handlowych (powyżej 400 mkw. - przyp red.). Chodzi o przepisy, które dają samorządom możliwość arbitralnego decydowania o losie supermarketów (wydają zezwolenie na ich utworzenie i prowadzenie). Ustawa uderza w wiele spółek giełdowych - jak Alma, Monnari czy Bomi - które lokują zwykle swoje sklepy w dużych obiektach handlowych.
Burmistrz Bartelski napisał w liście, że ustawa "poddaje pod arbitralną decyzję władz publicznych możliwość prowadzenia legalnej i uczciwej pracy zarobkowej". Dodaje, że mógłby "jednym podpisem sparaliżować działalność wielkich i prestiżowych placówek handlowych". - Urzędnik nie powinien mieć takiej władzy - podkreśla Wojciech Bartelski.
Jak się dowiedział "Parkiet", marszałek Komorowski odpowie w przyszłym tygodniu. Inni politycy PO zalecają ostrożne podejście do tematu. - Poczekajmy na wyrok Trybunału Konstytucyjnego. Jego decyzja jest bardzo ważna - mówi Antoni Mężydło z PO.
Ustawę zaskarżył do TK zarówno Rzecznik Praw Obywatelskich, jak i PKPP Lewiatan. Wiele wskazuje, że koalicja myśli o jej zmianie. Poseł Mężydło twierdzi, że osobiście, tak jak i wielu kolegów z PO, popiera swobodę działalności gospodarczej i zgadza się, że nie powinny powstawać ustawy, które ją ograniczają. PSL wydaje się podzielać zdanie koalicjanta. - Jeszcze nie analizowaliśmy dokładnie tego problemu. Na pewno jesteśmy przeciwni funkcjonowaniu prawa, które wprowadza uznaniowość. A wygląda na to, że tak jest w tym przypadku - mówi Mieczysław Kasprzak (PSL).
Są jednak przedstawiciele władzy samorządowej, którzy twierdzą, że ustawa nie jest groźna. - Urzędnik musi swą decyzję uzasadnić zgodnie z prawem. W razie wątpliwości pozostaje przecież możliwość jej zaskarżenia do Samorządowego Kolegium Odwoławczego - ocenia Stanisław Pann, dyrektor Wydziału Działalności Gospodarczej Urzędu Miasta Poznania. - Droga odwoławcza jest fikcją, gdyż nawet wygranie procesu przez firmę prywatną niczym nie skutkuje - ripostuje burmistrz Bartelski.