Po najlepszym od marca ubiegłym tygodniu w Nowym Jorku, w poniedziałek na początku sesji nastroje inwestorów pogorszyły się. Sprawiło to wystąpienie Erica Rosengrena, szefa oddziału Rezerwy Federalnej w Bostonie. Stwierdził on, że w najbliższych dwóch kwartałach gospodarka USA rozwijać się będzie "znacznie poniżej" potencjału. Dynamika przemysłu w listopadzie była najwolniejsza od 10 miesięcy. Spadały ceny akcji Goldman Sachsa, Merrill Lyncha i Morgana Stanleya, a sprawił to Deutsche Bank, którego analitycy twierdzą, że pogarszająca się koniunktura na rynku papierów o stałym oprocentowaniu zaszkodzi ich zyskom w czwartym kwartale. Gorsza niż oczekiwana przez analityków prognoza wyników w 2008 r. zaprezentowana przez MetLife, największego w USA ubezpieczyciela życiowego, skłoniła część inwestorów do sprzedaży walorów tej firmy. Na rynkach europejskich głównym czynnikiem ciągnącym indeksy w dół były taniejąca miedź i ropa naftowa. Szczególnie zaszkodziło to walorom Rio Tinto i Royal Dutch Shell. Z raportu Goldman Sachsa wynika, że w najbliższych miesiącach wskaźnik Dow Jones Stoxx 600 dla europejskich spółek straci na wartości 15 proc. Dobrych wieści dla akcji firm z naszego kontynentu nie miał też Morgan Stanley. MSCI Europe Index w przyszłym roku obniży się 3 proc., prognozują analitycy tego potentata, a ich koledzy ze szwajcarskiego banku UBS twierdzą, że Europa w 2008 r. będzie gorsza niż Stany Zjednoczone i Japonia.

Drożały walory firm z branży mediów. Popyt na nie wykreowało francuskie Vivendi zakupem firmy Activision. Dzięki tej transakcji powstanie największy na świecie producent gier wideo. Na koniec dnia Dow Jones Stoxx 600 tracił 0,4 proc. W tym czasie za oceanem przeważały niewielkie wzrosty cen akcji. W regionie Azja-Pacyfik wiały jeszcze piątkowe wiatry z Wall Street i akcje kupowano pod cięcie stóp procentowych w USA. MSCI Asia Pacific zwiększył wartość o 0,2 proc., głównie dzięki spółkom finansowym.

PARKIET