Reklama

W przedziale

Publikacja: 05.12.2007 08:51

Już przed sesją można było obawiać się tego, że będzie ona spokojna, a więc nie przyniesie większych zmian w sytuacji rynkowej. Początek tę tezę potwierdzał. Później było tylko nieco lepiej. Po chwilowym spadku cen

mieliśmy pierwszą chwilę przewagi popytu. Dzięki temu pojawiły

się nowe maksima sesji. Po krótkim wzroście kreślona była korekta. Jej niewielka głębokość sugerowała, że to jeszcze nie koniec akcji kupujących. Faktycznie, w okolicy południa popyt pojawił się ponownie. Jego siła była zaskakująca. Ceny w kilka chwil wzbiły się o 40 pkt.

Rynek wydawał się silny, choć, oczywiście, o faktycznej sile nie świadczy tylko sama zmiana cen, ale głównie korekta, jaka po tej zmianie się pojawia. Po tak szybkim i dynamicznym ruchu należało oczekiwać, że zatrzymanie cen nie będzie trwało długo. Przewaga popytu wydawała się wyraźna. Tymczasem, zamiast szybko kontynuować zwyżkę, ceny najpierw kreśliły płaską korektę, by po jakimś czasie powoli się osuwać. Był to dość poważny zgrzyt, bo przecież takie zachowanie nie pasowało do tego, co widzieliśmy w południe.

To pozwalało zadać pytanie, czy faktycznie popyt chce czegoś dokonać, czy była to tylko próba rozhuśtania rynku? Pytanie może i nurtujące część graczy, ale w gruncie rzeczy odpowiedź na nie nie była aż tak ważna. Nadal bowiem podstawową wiadomością jest to, że przebywamy między wsparciem a oporem i każda zmiana w tym przedziale ma mniejsze znaczenie. Ważne jest w tej chwili jedynie wybicie poza ten przedział, bo taka sytuacja może przynieść większy ruch cen.

Reklama
Reklama

Na koniec mała ciekawostka. Po pierwszej spadkowej sesji Mark Hulbert przeprowadził analizę co do szans pojawienia się wyczekiwanego przez wielu "efektu stycznia". Z grubsza ma on przejawić się we wzroście cen na początku nowego roku. Oczywiście, nie jest to żelazna zasada i nie każdego roku taki wzrost się pojawia. Czy pojawi się na początku 2008 roku? Czy fakt spadku cen w listopadzie wpływa na szanse wystąpienia wspomnianego efektu? Okazuje się, badając historię notowań od końca XIX w., że sam spadkowy listopad o niczym nie świadczy. Gdyby jednak w grudniu nie udało się odrobić listopadowego spadku, to wtedy szanse na wzrost

w styczniu istotnie by zmalały.

Co ciekawe, taki układ wpłynąłby także na słabsze perspektywy całego roku. Wychodzi na to, że popyt ma się o co bić.

Parkiet

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama