Przegląd depesz w światowych serwisach informacyjnych nie pozostawia wątpliwości - amerykański kryzys kredytowy odbija się szerokim echem, a jego skutki wykraczają znacznie poza to, czego inwestorzy spodziewali się jeszcze kilka miesięcy temu. Przykładowo wczoraj gracze dowiedzieli się, że analitycy za oceanem obniżyli prognozy zysków Citigroup i czterech największych firm inwestycyjnych, obawiając się kolejnych odpisów na osławione ryzykowne instrumenty hipoteczne. Eksperci wskazali przy tym kolejne zagrożenie dla wyników banków inwestycyjnych - spadek popularności fuzji i przejęć. To zresztą kolejny efekt kryzysu kredytowego - wraz z przykręceniem kurka z tanimi pieniędzmi, moda na finansowane pożyczkami przejęcia nieuchronnie się skończyła. To o tyle istotne, że to właśnie fuzje były jednym z głównych czynników napędzających hossę w pierwszej połowie roku.
W takiej atmosferze trudno o trwałe odbicie notowań w sektorze finansowym w USA. Niskie wyceny (C/Z dla branży to 11,3) okazują się na razie niewystarczającą zachętą do kupna walorów. Dominują raczej obawy, że ewentualne dalsze pogorszenie wyników banków
sprawi, że wyceny oparte
na historycznych zyskach wcale nie będą takie atrakcyjne. Być może pesymizm inwestorów jest jednak przesadzony, gdyż nawet
prognozowany C/Z (oparty