Reklama

Na ratunek kredytobiorcom

Niższe stopy procentowe w USA, które są już przez rynek zdyskontowane, zapewne ucieszą część amerykańskich kredytobiorców. Przyjęli oni też z radością rządowe propozycje zamrożenia oprocentowania kredytów hipotecznych na pięć lat. Ale czy to, co dobre dla garści zapożyczonych Amerykanów, jest dobre dla największej gospodarki świata?

Publikacja: 10.12.2007 07:35

Rynki światowe już od dłuższego czasu przygotowują się do wydarzenia, do którego dojdzie we wtorek. To właśnie we wtorek, około 20.15 naszego czasu, amerykański FOMC ogłosi decyzję co do wysokości stóp procentowych. Wszelkie dane, jakie ostatnio spływały na rynek, były badane pod kątem możliwej decyzji. Jeszcze w połowie tygodnia dominującym pytaniem było, czy stopy procentowe zostaną obniżone o 25 pkt bazowych, czy też będzie to silniejszy ruch i FOMC zdecyduje o spadku ceny pieniądza aż o 50 pkt bazowych. Oba scenariusze oceniano na równie prawdopodobne. Do piątku.

Rynek pracy a stopy

W piątek pojawiły się wyczekiwane dane o stanie rynku pracy w Stanach Zjednoczonych. Jak pamiętamy, pierwotne prognozy nie były zbyt optymistyczne, ale to się zmieniło po środowym raporcie ADP. Opublikowane dane okazały się bliskie podniesionym prognozom, choć nie aż tak rewelacyjne, jak sugerował to środowy raport. Nie znaczy to jednak, że publikacja nie była istotna. Rynek pracy nadal rośnie, choć dynamika słabnie. Sytuacja nie jest więc tak dramatyczna, a tym samym oczekiwanie na to, że FOMC dokona poważniejszego cięcia stóp procentowych, nie jest zasadne. Obecnie prawdopodobieństwo scenariusza obniżki stóp procentowych o 50 pkt bazowych oceniane jest na 30 proc. Wydaje się więc, że rynek pogodził się już z obniżką o 25 pkt bazowych, choć niektórzy wspominają, że nadal możliwa jest poważniejsza obniżka stopy dyskontowej.

Zmiana nastawienia rynku prawdopodobnie sprawi, że sama decyzja, o ile będzie potwierdzeniem prognoz, nie wzbudzi większego entuzjazmu. Tym bardziej że rynek już w tej chwili oczekuje kolejnego ruchu luzującego politykę pieniężną w styczniu.

Niejako w tle wtorkowej decyzji pojawią się w dalszej części tygodnia dane o dynamice sprzedaży detalicznej czy produkcji przemysłowej, a także informacje o wartości wskaźników cen na poziomie producentów i konsumentów. Tym razem, paradoksalnie, tło może okazać się bardziej emocjonujące niż wydarzenie główne. Tu bowiem jest więcej szans na zaskoczenie.

Reklama
Reklama

Plan ratunkowy

Można przypuszczać, że nadchodzący tydzień będzie także bogaty w komentarze i analizy dotyczące ostatnio zaproponowanego przez administrację prezydenta G. W. Busha planu pomocy osobom, które zaciągnęły kredyty hipoteczne klasy subprime. Już teraz, kilka dni po poinformowaniu o szczegółach rządowej propozycji, mieliśmy okazję poznać część opinii na ten temat. Celem tego projektu jest zapobieżenie skokowemu wzrostowi liczby zerwanych umów kredytowych. Już obecnie liczba umów kredytowych, które zostały zamknięte, jest rekordowo wysoka, a istnieje zagrożenie, że w ciągu najbliższych dwóch lat może ona skokowo wzrosnąć do poziomów, które trudne będą do zaakceptowania. Skąd to zagrożenie? Nie jest nagłe, ale zaczęło być poważne, gdy okazało się, że rynek nieruchomości słabnie. Słabnie także wypłacalność kredytobiorców, którzy właściwie kredytu otrzymać wcześniej nie powinni. Teraz by już nie otrzymali, bo zaostrzono procedury. To odcięło rynek nieruchomości od nowego kapitału, co szybko przełożyło się na poziom cen.

Teoretycznie banki nie powinny się przejmować trudniejszą sytuacją części kredytobiorców. W końcu nie każdy kredyt jest spłacany. Część umów jest zrywana wcześniej, a banki przejmują przedmiot zabezpieczenia. Nie jest przecież tak, że wszystkie kredyty są regularnie spłacane. Jednak teoria mija się z praktyką, gdy dodamy efekt skali. Okazuje się, że banki zbyt lekką ręką dopuściły do kredytów osoby nieposiadające zdolności, by takie kredyty zaciągać. Takich potencjalnie złych kredytobiorców jest na tyle dużo, że mamy sytuację, gdy to banki zaczynają się martwić o portfel kredytowy. Tu już nie ma prostej możliwości sprzedaży domu po zerwaniu umowy. Takich zagrożonych umów jest na tyle dużo, że podaż domów na rynku wtórnym generowana przez sektor bankowy zdusiłaby ceny nieruchomości jeszcze bardziej. Oczywiście, to przełożyłoby się także na resztę gospodarki.Plan rządowy ma temu zapobiec poprzez zamrożenie oprocentowania kredytów subprime na pięć lat. Ma to być ulga głównie dla tych kredytobiorców, którzy zaciągnęli kredyty z opóźnionym naliczaniem realnych odsetek i te odsetki miały się pojawić w ciągu najbliższych dwóch lat. Według propozycji rządowej, nie pojawią się teraz, ale później. Ma to uratować rynek kredytów, a zatem i banki, oraz ustrzec rynek nieruchomości przed załamaniem. Wątpliwości pozostaje jednak wiele.

Za i przeciw

Najpoważniejsze jest pytanie, czy to faktycznie pomoże, czy tylko odroczy nieuniknione załamanie na rynku nieruchomości. W końcu po pięciu latach ci sami kredytobiorcy będą jednak musieli się zmierzyć z obciążeniem, wynikającym z zaciągniętego przez nich kredytu. Czy w ogóle jest sens angażowania się administracji w coś, co powinno być domeną rynku? Skoro banki zbyt pochopnie udzieliły kredytów, to niech teraz za to zapłacą. Zbyt lekkie podejście do ryzyka powinno mieć swoje konsekwencje.

Wreszcie, istnieje wiele zastrzeżeń co do samego mechanizmu pomocy. Analitycy wspominają, że liczba osób, które potencjalnie mogą z tego programu korzystać, jest trudna do oszacowania. Administracja wspomina o 1,2 mln kredytobiorców, ale już mówi się o tym, że oczekuje się, że część osób, które nie podpadałyby pod ten program, mogłaby się skusić na podjęcie działań mających na celu spełnienie jego warunków. Chodzi tu głównie o manipulację wartością wskaźnika oceny wypłacalności kredytobiorcy FICO. Im jest on niższy, tym niższa ocena, a więc i większa szansa na pięcioletnią ulgę. Można go obniżyć m.in. poprzez zaprzestanie płacenia rachunków za prąd czy gaz.

Reklama
Reklama

Wprowadzając ten program, przyjęto założenie, że problem jest zbyt duży, by pozostawić go tylko rynkowi, gdyż konsekwencje załamania na rynku nieruchomości i skokowego wzrostu złych kredytów w bankach byłyby katastrofalne, co mogłoby się przełożyć na poważny kryzys. Uznano, że koszty wprowadzenia programu będą niższe od ewentualnych skutków zaniechania. Dla wielu ekonomistów takie podejście jest dyskusyjne, gdyż demoralizuje uczestników rynku. Według nich, to kolejny krok, który oducza kalkulacji ryzyka.

Trochę techniki

Rynek akcji po zbliżeniu się do okolic poważnych długoterminowych wsparć odbił się od nich i zakończył ostatni tydzień znacznie wyżej niż siedem dni wcześniej. Biała świeca na wykresie tygodniowym indeksu robi wrażenie (wykres 1.). Na wykresie dziennym sytuacja wygląda bardziej klarownie. Ceny kontraktów wyszły ponad poziom oporu, którego wcześniej nie były w stanie pokonać, co należało uznać za sygnał kupna (wykres 2.). Doszło do tego w środę, a dwa kolejny dni to utrzymująca się przewaga popytu, na co wskazuje płaski przebieg notowań. Perspektywy są pomyślne, choć można się spodziewać, że bariera 3800 pkt będzie dla byków trudną próbą. Trzeba oczywiście pamiętać, że wzrost nie jest przesądzony. Gdyby czwartkowo-piątkowa korekta miała się przedłużać, to wśród byków pojawiłoby się zwątpienie. Wsparciem jest dołek z 4 grudnia.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama