Kolejny raz parkiet amerykański pokazał, że jest w nim więcej siły i entuzjazmu dla wzrostu niżby mogło się wielu inwestorom wydawać. Straszenie recesją i kolejną falą obaw o sektor bankowy tylko na chwilę zachwiało tamtejszymi notowaniami. W efekcie indeks Dow Jones znajduje się obecnie tuż poniżej historycznego wierzchołka.

Krajowy parkiet jak zwykle ostatnio reagował na wydarzenia w USA z niewielkim opóźnieniem i w tej chwili brakuje mu około 7 procent do historycznego maksimum. Z pewnością, jak to miało miejsce w przeszłości, presja sprzedających w obszarze 3900-4000 pkt będzie ogromna. Skala korekt, jakie zapoczątkowywane były w tej nieprzypadkowej strefie oporu, wydaje się nie lada pokusą do krótkoterminowej wyprzedaży akcji, nawet największych spółek. Pokonanie tego oporu na pewno nie będzie również możliwe bez nowych szczytów na amerykańskim indeksie. Z drugiej strony, wzrost WIG20 powyżej psychologicznej bariery na poziomie 4000 pkt nie powinien raczej spowodować przyspieszenia tempa wzrostu, wynikającego z faktu zanegowania formacji podwójnego czy nawet potencjalnie potrójnego szczytu. Ważne, że po okresie spadków przy wzroście indeksu rosną obroty. Dzienny MACD jest o krok od pokonania linii równowagi, podczas gdy ten sam wskaźnik w ujęciu tygodniowym za chwilę zrobi prawdopodobnie to samo z linią sygnalną.

Nadzieję na pokonanie oporów można wiązać z corocznym efektem stycznia, ale przeszłość pokazuje, że często efekt ten nie występuje lub pojawia się z pewnym opóźnieniem. W rezerwie pozostaje rajd Świętego Mikołaja, który może poprawić humory inwestorów

jeszcze w grudniu, oraz tzw.

"window dressing", który prawdopodobnie będzie miał w tym roku miejsce, ale spodziewam się, że dotyczyć będzie małych i średnich przedsiębiorstw, w szczególności tych o ograniczonej płynności. W sytuacji ogólnej niepewności rynkowej i asekuracyjnych komentarzy, przy postępującym niepokoju i powściągliwości drobnych inwestorów, papierowy wynik funduszy inwestycyjnych dodatkowo zyskuje na wadze.