- Wszystko jest na stole - powiedział Vikram Pandit, nowy szef Citigroup, największego banku w Stanach Zjednoczonych, odpowiadając na pytanie o planowane posunięcia. Były prezydent Morgana Stanleya w Citigroup pojawił się niespełna pół roku temu, kiedy dyrektorem generalnym był Charles Prince, którego w listopadzie zmiotła fala odpisów z powodu strat na rynku kredytów hipotecznych. W ubiegłym kwartale bank odpisał 6,4 miliarda dolarów, a w obecnym straty z tytułu spadku wartości aktywów mogą sięgnąć 11 mld USD.
Bardzo osłabiony nowojorski gigant musi się wzmocnić kapitałowo i niewykluczone, że pozbędzie się niektórych aktywów.
Pandit zapowiedział "obiektywny i pozbawiony emocji" przegląd wszystkich biznesów. Najważniejszym priorytetem jest produktywność. Jego poprzednik obiecał udziałowcom, że do 2009 r. zredukuje koszty o 10 proc., a zatrudnienie o 17 tysięcy etatów. W tej chwili Citigroup na całym świecie zatrudnia ponad 300 tys. pracowników. W Polsce jest strategicznym inwestorem Banku Handlowego w Warszawie.
Meredith Whitney, analityk CIBC World Markets, uważa, że Citigroup wśród największych banków jest najsłabszy kapitałowo. Niedawno kwotą 7,5 miliarda dolarów został zasilony przez emirat Abu Zabi, ale Whitney twierdzi, że Citigroup potrzebuje jeszcze 30 mld USD.
Poznanie tej wielkiej firmy zajmie Panditowi trochę czasu. Początkowo w Citi zajmował się alternatywnymi inwestycjami, a później powierzono mu nadzór nad bankowością inwestycyjną i transakcjami handlowymi. Ma w tej dziedzinie duże doświadczenie. W ubiegłym roku utworzył fundusz hedgingowy Old Lane i później sprzedał go Citigroup za 800 milionów dolarów. Podlegał bezpośrednio Charlesowi Prince?owi. Awans Vikrama Pandita, absolwenta uniwersytetu Columbia, syna hinduskiego biznesmena, określany jest jako "meteoryczny".