Do poziomu 92 dolarów za baryłkę, czyli najwyższego od dwóch tygodni, podskoczyły notowania ropy naftowej. Surowiec drożał wyraźnie już we wtorek, kiedy Fed obniżał stopy. Wczoraj kontynuował zwyżkę po publikacji informacji o spadku jego zapasów w USA, a także po ujawnieniu przez Fed planów współpracy z innymi bankami centralnymi w celu poprawienia płynności na rynku kredytowym. Inwestorzy z rynku ropy najwyraźniej mają nadzieję, że działania władz monetarnych oddalą widmo spowolnienia w światowej gospodarce i spadku popytu na surowce energetyczne. Amerykańskie rezerwy ropy stopniały w zeszłym tygodniu o 722 tys. baryłek. Zdaniem analityków, to jednak spekulacje dotyczące siły gospodarki i popytu były główną przyczyną wzrostu cen. Jakie są szanse, że notowania znów zbliżą się do 100 USD albo przebiją w końcu tę granicę? Zdaniem analityków banku Goldman Sachs, bardzo duże. We wczoraj opublikowanym raporcie podnieśli szacunki średniej ceny ropy WTI, notowanej w Nowym Jorku, w przyszłym roku do 95 USD za baryłkę, z dotychczasowych 85 USD. Spodziewają się, że przed końcem przyszłego roku ceny dobiją do 105 USD. Bank określa obecny popyt jako bardzo duży, mimo że ropa jest aż o 40 proc. droższa niż 12 miesięcy temu. Nie słabnie popyt Chin. Władze tego kraju notują największy deficyt ropy od dwóch lat, dlatego zapowiedziały, że będą samodzielnie inwestować w wydobycie. Wczoraj pod wieczór naszego czasu za ropę w Nowym Jorku płacono po 91,80 USD, o 2 proc. więcej niż dzień wcześniej. W Londynie baryłka Brenta była jeszcze o pół dolara droższa.

PARKIET