Inwestorzy, którzy poczuli powiew optymizmu po środowej zwyżce WIG20, wczoraj mieli prawo poczuć się rozczarowani. Praktycznie cała czwartkowa sesja upłynęła w kiepskich nastrojach. Już na otwarciu WIG20 był pod kreską, a po południu pogłębił straty. Co ciekawe, ostry spadek miał miejsce, zanim jeszcze pojawiła się spora dawka danych z USA. Najwyraźniej inwestorzy stwierdzili, że nie ma co czekać na te potencjalnie negatywne informacje i lepiej "zapobiegawczo" pozbyć się walorów. Same dane nie okazały się jednoznacznie negatywne. Co prawda inflacja (PPI) za oceanem była wyższa od prognoz (co zmniejsza szanse na kolejne obniżki stóp procentowych w USA), ale z drugiej strony wyższy od oczekiwań był również wzrost sprzedaży detalicznej (a więc amerykańska gospodarka nie ma się aż tak źle).
Skoro dane nie były jednoznaczne, to inwestorom zabrakło argumentów za odrobieniem wcześniejszych strat. Niewiele brakowało, by WIG20 zakończył sesję 2-proc. minusem. Sytuacja techniczna indeksu największych spółek i tak jest jednak względnie pozytywna w porównaniu z indeksami małych i średnich firm. Zarówno wczorajszy spadek, jak i wcześniejsze odbicie to element średnioterminowego trendu bocznego. Z wielomiesięcznej perspektywy wahania wskaźnika blue chips między sierpniowym dołkiem, a październikowym szczytem, nie mają więc znaczenia.
Tymczasem w przypadku mWIG40, czy sWIG80, niezmiennie mamy do czynienia ze średnioterminowym trendem spadkowym. Wczorajszą zniżkę można odczytywać jako efekt "ciążenia" ku dołkom. Indeksy "misiów" nie zdołały pokonać dotąd żadnego istotnego poziomu oporu, co oznacza, że test wsparcia jest w ich przypadku wciąż najbardziej prawdopodobnym scenariuszem. Część mniejszych spółek już zresztą zdążyła wyznaczyć nowe minima (np. Groclin). Pozostaje nadzieja, że "strojenie witryn" w końcówce roku pozwoli zamortyzować upadek kursów. Pokusa zarządzających do poprawy wyników może być tym większa, że w tym roku dla stopy zwrotu liczyć się może każdy procent. Podczas gdy w ub.r. WIG zyskał prawie 42 proc., to obecnie jest
zaledwie 14,5 proc. wyżej niż
w końcu 2006 r.