Miesiąc temu bank przewidywał, że za wspólną walutę w trzymiesięcznej perspektywie będziemy płacić 4,6 złotego. Przewidywany przez bank kurs złotego do euro jest bliski rekordowi słabości naszej waluty. Ponad 4,9 zł za euro płaciliśmy w lutym 2004 r. (ponownie kurs na krótko przekroczył ten poziom dokładnie pięć lat później).
Niedawno Goldman Sachs stał się negatywnym bohaterem polskiej prasy, gdy „przyznał się” do spekulowania na naszym rynku walutowym. Jak pisał wówczas „Parkiet”, faktycznie chodziło o materiał analityczny dla klientów.
Jednak Aleksander Grad, minister skarbu, który miał niedawno w Londynie rozmowy z inwestorami, ze spotkania w Goldman Sachs zrezygnował. Domagał się też od banku wyjaśnień. W ubiegłym tygodniu przedstawiciele banku przyjechali do Polski.
W opublikowanym w środę raporcie dla klientów analitycy Goldman Sachs argumentują, że w krótkim terminie na słabość złotego będą wpływać problemy z dostępem do zewnętrznego finansowania.
Zaznaczają co prawda, że wzrost zainteresowania wejściem Polski do mechanizmu kursowego ERM2 (w jego ramach wahania złotego wobec euro będą ograniczone) będzie miał pozytywny wpływ na notowania naszej waluty. Zwracają jednak uwagę, że zanim złoty wejdzie do strefy euro, przez pewien czas jego notowania powinny być stabilne.