Twierdzą, że TFI byłyby w tym od nich gorsze i to PTE powinno się umożliwić zarządzanie funduszami inwestycyjnymi.

To, że zarządzać OFE mogą tylko i wyłącznie PTE, a nie np. TFI, ma swoją przyczynę – twierdzi Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych. Jest nią konieczność wyraźnego wskazania, kto ma dopłacić klientom w razie nieosiągnięcia minimalnej stopy zwrotu OFE.

Izba przeprowadziła analizę kosztów ponoszonych przez członków OFE i innych funduszy. IGTE, powołując się na dane m.in. z KNF, twierdzi, że w stosunku do zgromadzonego kapitału obciążenia członków OFE są coraz mniejsze: od 2,13 proc. w 2002 do 1,36 proc. w 2007. Tymczasem koszty w funduszach stabilnego wzrostu wahają się od 2,69 proc. w 2002 r. do 3,05 proc. w 2007 r. Szefowa IGTE Ewa Lewicka proponuje więc, by idąc tokiem argumentacji TFI, to PTE mogły zarządzać funduszami inwestycyjnymi. – Uprawnia je do tego doświadczenie i osiągane wyniki w środowisku znacznie bardziej restrykcyjnych regulacji prawnych niż to, w którym poruszają się TFI – twierdzi.

Jednak w propozycji TFI nie było ani słowa na temat wysokości opłat, jakie za zarządzanie OFE miałyby one pobierać (i tak nie mogłyby więcej niż PTE).

Izba Zarządzających Funduszami i Aktywami dziwi się temu atakowi i podkreśla, że chciała PTE stworzyć dodatkowe możliwości. – Odnosząc się do poruszonej przez IGTE kwestii wiedzy i umiejętności zarządzających, nie można zapominać, że zarządzający, którzy obecnie pracują w TFI, za jakiś czas mogą być zatrudnieni w PTE, i na odwrót – podkreśla Marcin Dyl, szef IZFiA.