[b]Jesienią zeszłego roku wybuchło spore zamieszanie wokół dwóch funduszy dłużnych SEB. Media donosiły, że do ich portfeli trafiły niepłynne obligacje spółek na przykład rosyjskich, kazachskich czy chorwackich. Dlaczego Pan wybrał te papiery do portfela?[/b]
Niestety, zdążyło się już utrzeć, że te obligacje były niepłynne. Ale to nieprawda. Świetnie by było, gdyby krajowe obligacje komercyjne były tak płynne. Ceny kupna i sprzedaży na obligacje, które miały fundusze SEB, są wystawiane przez wiele międzynarodowych banków, a wolumen transakcji na tym rynku jest olbrzymi w porównaniu z krajowym. Chciałbym, żeby chociaż największa ubiegłoroczna emisja obligacji korporacyjnych, czyli emisja TVN, była tak płynna, jak obligacje mniejszych spółek z Rosji, nie mówiąc już o obligacjach Gazpromu czy Łukoilu.
[b]To dlaczego zaczęto mówić o niepłynności?[/b]
Rzeczywiście, było kilka dni w październiku 2008 r., gdy zanikła na tym rynku płynność. Jednak w tamtym okresie płynność zanikła też na obligacjach skarbowych w Niemczech. W Polsce też dramatycznie wzrósł tzw. spread, czyli różnica między kursem kupna i sprzedaży obligacji na rynku. Generalnie wysoka płynność instrumentów, w które inwestowały fundusze dłużne SEB, była wręcz ich problemem.
[b]Co to znaczy?[/b]