Utworzenie nowego systemu motywacyjnego, poza obecnym rachunkiem premiowym dla PTE, zaproponowało OPZZ.
Na rachunek motywacyjny z OFE miałoby trafiać do 0,008 proc. jego aktywów miesięcznie. Aby PTE mogło skorzystać z tych pieniędzy, stopa zwrotu zarządzanego przez nie OFE musiałaby w każdym z kolejnych trzech lat być wyższa o 0,5 proc. od średniej rentowności obligacji skarbowych.
Przyrównując jednak ten mechanizm do historycznych wyników OFE, widać, że w czasach hossy nawet najsłabiej zarządzane fundusze miałyby wyższą stopę zwrotu. W 2006 r. rentowność obligacji wynosiła 4,6–5,25 proc. Najsłabszy OFE zarobił 15,2 proc. Z kolei 2008 r. najlepszy fundusz, który najwięcej ulokował w papierach skarbowych, zamknął stratą prawie 12 proc. Zarobek z obligacji wynosił około 6 proc. – Nie ujmując celom, jakie miało OPZZ, ta propozycja akurat była słabo przygotowana merytorycznie – przyznaje Grzegorz Chłopek, wiceprezes ING PTE. Co więc nowego można zaproponować?
Resort pracy chce opracować bonusy za skuteczne pomnażanie aktywów, ale uważa, że najpierw trzeba zdecydować o ostatecznym kształcie subfunduszy OFE. To, jaki skład będą miały ich portfele, wyznaczy benchmarki do oceny zarządzania. Podobnego zdania są PTE. Zwracają też uwagę, że wyścig o wyniki nie do końca się opłaca, bo wszyscy starają się być blisko średniej dla branży, by w razie wpadki PTE nie groziły dopłaty. Postulują rezygnację z wyliczania minimalnej trzyletniej stopy zwrotu (najbliższą poznamy już za kilka dni) i z planów zamrożenia opłat za zarządzanie przy aktywach powyżej 45 mld zł.
Dziś do rządowych propozycji cięć w opłatach OFE ma się znów odnieść Izba Gospodarcza Towarzystw Emerytalnych, tym razem wsparta raportem Ernst & Young. Termin nie jest przypadkowy. Dziś rząd ponownie przyjrzy się przyjętemu już projektowi ustawy o OFE – tak, aby zmienić uzasadnienie.