Jego zdaniem, to kolejny krok Kazimierskiego w celu sparaliżowania funkcjonowania spółki windykacyjnej. Obaj są w niej akcjonariuszami i toczą spór o sprawowanie władzy.

Jak mówi Gniady, firma Kazimierskiego to Narramex z siedzibą w Będzinie i urządzanym właśnie biurem w Sosnowcu. Kazimierski rzekomo już rozpoczął ściąganie pracowników z Cash Flow. Gniady podejrzewa, że zaraz zacznie podbierać klientów.

Jak mówi, Kazimierski już na początku marca, gdy Gniady objął władzę w spółce, zorganizował spotkanie z pracownikami Cash Flow w kinie w Dąbrowie Górniczej. – Większość pracowników się tam wybrała.

Szczególnie pracownice sądziły, że to z okazji dnia kobiet – mówi Gniady. Tymczasem na spotkaniu Kazimierski miał opowiadać, że Gniady zniszczył siedzibę spółki. Miał namawiać pracowników, by przeszli do tworzonej przez niego innej firmy „na zastępstwo”. – Doszło nawet do szantażu: groził, że jeśli ktoś wróci po tym spotkaniu do pracy w Cash Flow, to w momencie, gdy Kazimierski już wyprze mnie z zarządu, zostanie zwolniony – opowiada Gniady. Ostatecznie z Kazimierskim zostało 10 proc. załogi Cash Flow.

Dlaczego Gniady dopiero teraz o tym mówi? – Nie chciałem rozpowszechniać informacji szkodzącej Cash Flow. Organizowałem konsorcjum inwestorów, które po dobrej cenie miało odkupić od Igora Kazimierskiego 38-proc. pakiet akcji Cash Flow. Igor Kazimierski mówił, że zgadza się na takie rozwiązanie. Teraz wiem, że tylko mnie zwodził – wyjaśnia Gniady. Kazimierski nie był w czwartek dostępny pod telefonem.