Chociaż Sławomir Skrzypek, prezes NBP, jeszcze niedawno deklarował, że Rada Polityki Pieniężnej jest wciąż w cyklu obniżek stóp procentowych, rynkowe stopy – które mają bezpośrednie przełożenie na koszty kredytów – idą od pewnego czasu w górę. Trzymiesięczny WIBOR, który jest najczęściej wykorzystywany jako podstawa oprocentowania kredytów, wzrósł z 4,04 proc. pod koniec marca (wówczas RPP dokonała ostatniej jak dotąd obniżki stóp) do 4,35 proc. Dlaczego tak się dzieje?

Zdaniem Łukasza Tarnawy, szefa ekonomistów PKO BP, to efekt zmian zasad prowadzenia przez NBP operacji otwartego rynku. W ich ramach bank centralny ogranicza płynność banków komercyjnych, sprzedając im tygodniowe bony pieniężne. – Po okresie ograniczania skali emisji bonów, która skutkowała wysoką nadpłynnością sektora i przyczyniała się do spadku najkrótszych stóp, teraz NBP sprzedaje więcej bonów i stopy idą w górę – wyjaśnia Tarnawa.

W marcu limit sprzedaży bonów wynosił 13,5 mld zł. W piątek NBP sprzedał bony pieniężne o wartości 16,5 mld zł. Niektórzy obserwatorzy wskazują, że wpływ na ograniczenie płynności sektora bankowego miało nie tylko zwiększenie podaży bonów. Podejrzewają, że mogła zwiększyć się np. skala transakcji swapowych zawieranych przez banki krajowe z zagranicznymi.

Zdaniem części analityków, wzrost rynkowych stóp procentowych może być dla RPP argumentem za przyspieszeniem kolejnej decyzji o poluzowaniu polityki pieniężnej. – Przy obecnym stanie koniunktury zwiększanie obciążeń ponoszonych przez spłacających kredyty nie jest pożądane – mówi Maciej Reluga, główny ekonomista Banku Zachodniego WBK.