Rośnie liczba niespłacanych kredytów, co jest normalne w obecnej sytuacji gospodarczej, ale nie spodziewamy się powrotu do tak złej sytuacji jak kilka lat temu – mówi Fernando Bicho, członek zarządu Banku Millennium. – Nasz portfel nadal jednak pod tym względem wygląda dobrze – dodaje prezes Bogusław Kott. Wartość kredytów zagrożonych w Banku Millennium w stosunku do całego portfela wzrosła w I kwartale do 4 proc., z 3,4 proc. w minionym.
Bank w I kwartale 2009 r. zarobił na czysto niewiele ponad 12 mln zł, podczas gdy w ubiegłym roku miał 127 mln zł zysku netto. Całkowity dochód Banku Millennium (uwzględniający m.in. wynik z portfela obligacji) wzrósł do 177 mln zł, wobec 127 mln zł w I kwartale 2008 r. W ciągu trzech pierwszych miesięcy tego roku Bank Millennium utworzył 75,3 mln zł rezerw na niespłacane zobowiązania (w I kwartale 2008 r. było to 51,8 mln zł). Ponad połowa tej kwoty przypadała na klientów korporacyjnych – przede wszystkim w zakresie działalności leasingowej. – Jeśli chodzi o rezerwy, to najgorsze mamy już za sobą. Nie oznacza to jednak, że przestaną już one rosnąć – zastrzega prezes Kott.
[srodtytul]Problem opcji wygasa[/srodtytul]
Negatywny wpływ na wyniki Banku Millennium miały też rozliczenia transakcji opcyjnych. W I kwartale odpisał on z tego tytułu 37 mln zł (w IV kwartale było to 162 mln zł). Fernando Bicho wyjaśnia, że z 210 klientów, z którymi zawarto umowy opcyjne, jedynie 70. pozostało z otwartymi pozycjami.
– Problem okazał się mniejszy, niż przedstawiali to politycy i media. Jestem przekonany, że zamieszanie wokół tej sprawy było bardzo szkodliwe – mówi Kott. Tłumaczy, że związany z tym spadek zaufania do Polski spowodował wzrost kosztu obsługi długu zagranicznego. – Zapewne kosztowało nas to więcej niż same opcje – dodaje.