Była to pierwsza w tym roku oferta publiczna na Węgrzech i jednocześnie pierwsza w całej Europie Środkowej i Wschodniej (nie uwzględniając Warszawy).
Tak długiej posuchy na rynku pierwotnym nie oglądano w regionie nawet w ubiegłym, także bardzo niekorzystnym, roku. Wpisuje się ona w szerszy kontekst, bowiem poczynając od jesieni debiuty odkładały dziesiątki spółek na całym świecie. I choć pojawiają się pewne sygnały mogące zwiastować ożywienie, to są one wyjątkowo nieśmiałe.
Co ciekawe, w ciągu pierwszych czterech miesięcy roku na wszystkich europejskich parkietach pojawiło się 18 spółek, które przeprowadzały ofertę publiczną oraz aż 29 takich, które po prostu wprowadziły swoje akcje do obrotu. Sprzedaż nowych akcji nie towarzyszyła żadnemu z dziewięciu debiutów w Hiszpanii, trzech w Rumunii i trzech w Bułgarii. Obok Warszawy to giełdy w Bukareszcie i Sofii były aż do piątku jedynymi w naszym regionie, które wzbogaciły się w tym roku o nowe spółki.
Mody na rynek kapitałowy nie udało się wśród czeskich firm zaszczepić Austriakom z Wiener Boerse, którzy jesienią przejęli giełdę w Pradze. Od tamtej pory nie było tam ani jednego debiutu, a główny indeks ponownie został odchudzony z powodu braku kwalifikujących się doń spółek.
Tradycyjny marazm panuje w tym roku na mniejszych parkietach regionu: w Bratysławie, Lublanie, Wilnie, Rydze i Tallinie. Także na bardziej rozwiniętym rynku węgierskim aż do zeszłego tygodnia nie znalazł się śmiałek chcący spróbować sił na rynku publicznym. Kontrastowało to z rokiem ubiegłym, gdy mimo bessy nowe akcje sprzedawały cztery firmy.