Chodzi o dochodzenie Komisji Nadzoru Finansowego, prokuratury i Centralnego Biura Śledczego w sprawie wycieku informacji z PGNiG w sierpniu ubiegłego roku.

– Na opinie będziemy czekali dwa miesiące, wtedy będzie można zdecydować, czy komuś w tej sprawie zostaną postawione zarzuty – dodaje Martyniuk.Według KNF, źródłem przecieku był pracownik koncernu odpowiedzialny za relacje z inwestorami. Poinformował on jednego z analityków, tydzień przed oficjalną publikacją, że wyniki firmy za drugi kwartał 2008 roku będą znacznie gorsze, niż oczekiwano.

W sprawę zamieszanych jest kilkunastu pracowników instytucji finansowych, które dokonały transakcji o wartości około 30 mln zł. W ich efekcie kurs wartej ponad 20 mld zł spółki spadł o blisko 8 proc. – Aby ocenić, czy insider trading, bo tak nazywają się tego typu przestępstwa, jest plagą polskiego rynku, musimy zdiagnozować skalę tego zjawiska – ocenia Marcin Gomoła, szef Rady Ładu Informacyjnego działającej przy GPW. – Jestem zwolennikiem szerszej współpracy różnych instytucji państwowych w tym zakresie. Obecnie, nawet jeśli uda się udowodnić przestępstwo giełdowe, to kary są niskie.

W 2008 r. w sprawach dotyczących przestępstw na rynku finansowym było dziesięć wyroków skazujących. Najwyższą karą było skazanie dwóch osób na rok więzienia w zawieszeniu na cztery lata, po 50 tys. zł grzywny i zakaz wykonywania zawodu maklera i doradcy inwestycyjnego przez cztery lata. Za wykorzystanie informacji poufnych grozi pięć lat więzienia i grzywna do 5 mln zł.