Zdaniem agencji, głównym problemem polskich banków są szybko rosnące portfele złych kredytów, a także duży udział kredytów denominowanych w walutach obcych, w przypadku których – po osłabieniu złotego w ostatnich dwunastu miesiącach – również jest ryzyko pogorszenia jakości.
– Po latach systematycznej poprawy ryzyko kredytowe rośnie, zarówno w odniesieniu do gospodarstw domowych, jak i przedsiębiorstw – powiedziała Francesca Sacchi, analityk S&P.
„Szacujemy, że w Polsce problematyczne aktywa mogą wynieść 25-40 proc. całego portfela, co mieści się w naszej czwartej kategorii ryzyka. Inne kraje w tej kategorii to Węgry, Bułgaria, Rumunia i Chorwacja” – napisała agencja w informacji prasowej. S&P ocenia, jaka może być wartość niespłacanych kredytów, gdyby w gospodarce ziścił się najgorszy scenariusz. Szacunek dotyczy wartości złych kredytów na dnie kryzysu. Kategorii ryzyka, według agencji, jest sześć. W kraju sklasyfikowanym najniżej, udział złych kredytów może sięgać 75 proc. aktywów sektora.
– Wiarygodność kredytową polskiego systemu bankowego poprawia wysoki udział inwestorów strategicznych z Europy Zachodniej. W końcu 2008 r. kontrolowali oni ok. 67 proc. aktywów polskiego sektora – powiedziała Francesca Sacchi.
Agencja zaznacza, że jej ocena może ulec obniżeniu, gdyby bankom przyszło działać w trudniejszym otoczeniu albo gdyby zagraniczni właściciele polskich banków ograniczyli wsparcie dla swoich filii.