Ministerstwo chce m.in. utworzenia wyłącznie funduszu, który będzie bezpiecznie inwestował pieniądze osób, którym mało czasu zostało do przejścia na emeryturę. IGTE opowiada się kolejny raz za dodatkowym funduszem typu C o agresywnej polityce inwestycyjnej. – Nie proponujemy takich funduszy osobom po czterdziestce, ale młodszym – mówi Ewa Lewicka.

Jego powstanie ma wpłynąć na wysokość przyszłych świadczeń. Z symulacji wybranych strategii inwestycyjnych na bazie historycznych stóp zwrotu i różnych modeli ryzyka wynika, że najkorzystniejszą strategią dla 40-letnich planów o zdefiniowanej składce (taki obowiązuje w Polsce) jest dobrze zdywersyfikowany i relatywnie wysoce ryzykowny portfel.

Podobne wnioski dają symulacje przygotowane przez Grzegorza Chłopka, wiceprezesa ING PTE. Wynika z nich m.in. że zbyt wczesne zmniejszenie zaangażowania w akcje doprowadza do obniżenia wypłacanych świadczeń o 20–25 proc. – Zwłaszcza w obecnej sytuacji rynkowej to najgorszy moment na przejście osób do funduszu bezpiecznego – ocenia Ewa Lewicka. Liczba funduszy była kością niezgody między poszczególnymi PTE. Mniejsze ze względu na wyższy dla nich koszt utworzenia dodatkowego funduszu wolały tylko dwa. – Liczba przeciwników dwóch funduszy zmalała – zapewnia Ewa Lewicka.

Zdaniem IGTE, gdyby powstały trzy typy funduszy, po ustaleniu składu ich portfela należałoby wprowadzić benchmarki zewnętrzne. Przy czym dla bezpiecznego OFE mógłby on w ogóle nie istnieć, jeśli ma on bardzo konserwatywnie inwestować. Resort pracy proponuje zaś benchmark dla funduszu bezpiecznego w postaci inflacji z poprzedniego roku. PTE niepokoi też propozycja, aby nie pobierać opłaty od składki przekazywanej do funduszu bezpiecznego. – Doprowadzi to do sytuacji, że PTE będzie musiało dopłacać do klientów. To groźne rozwiązanie – mówi Ewa Lewicka.

Uwagi do założeń miały napływać do resortu pracy do wczoraj. Jak jednak mówi Marek Bucior, wiceminister pracy, niektóre instytucje poprosiły o przedłużenie tego terminu.