[b]Przyszedł Pan do ING z początkiem lipca bezpośrednio z Millennium TFI, gdzie zarządzanie raczej w niewielkim stopniu było „nadzorowane” z centrali grupy. Czy w ING ma Pan ograniczenia, jeśli chodzi o decyzje inwestycyjne? Na ile Pana zespół może pozwolić sobie na atakowanie benchmarków i średniej rynkowej, a na ile struktura portfela nie może odbiegać od składu indeksu?[/b]
Mamy wystarczająco dużo swobody, by mieć możliwość systematycznego osiągania ponadprzeciętnych wyników. Nie mogę jednak zdradzać szczegółów. Większa swoboda dotyczy oczywiście funduszy małych i średnich spółek, mniejsza – tradycyjnych funduszy akcji czy zrównoważonych. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że jesteśmy częścią międzynarodowej grupy, która ma wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu i która zarządza blisko 400 mld euro. Dlatego mamy w Polsce zaimplementowany proces inwestycyjny, który bazuje na standardach ING obowiązujących na całym świecie.
[b]Ten proces pozwala starać się o pierwsze miejsca w rankingach?[/b]
Przykładamy dużą wagę do limitowania ryzyka inwestycyjnego, co niestety ogranicza szansę zdobycia pierwszego miejsca. Czy jednak klienci tego od nas naprawdę oczekują?
[b]Tak nie jest?[/b]