Reklama

Pierwsze miejsca w rankingach nie są głównym celem

Z Maciejem Bombolem, nowym dyrektorem departamentu zarządzania w ING IM, rozmawia Natalia Chudzyńska

Publikacja: 21.09.2009 08:03

Pierwsze miejsca w rankingach nie są głównym celem

Foto: GG Parkiet, Małgorzata Pstrągowska MP Małgorzata Pstrągowska

[b]Przyszedł Pan do ING z początkiem lipca bezpośrednio z Millennium TFI, gdzie zarządzanie raczej w niewielkim stopniu było „nadzorowane” z centrali grupy. Czy w ING ma Pan ograniczenia, jeśli chodzi o decyzje inwestycyjne? Na ile Pana zespół może pozwolić sobie na atakowanie benchmarków i średniej rynkowej, a na ile struktura portfela nie może odbiegać od składu indeksu?[/b]

Mamy wystarczająco dużo swobody, by mieć możliwość systematycznego osiągania ponadprzeciętnych wyników. Nie mogę jednak zdradzać szczegółów. Większa swoboda dotyczy oczywiście funduszy małych i średnich spółek, mniejsza – tradycyjnych funduszy akcji czy zrównoważonych. Z drugiej strony trzeba pamiętać, że jesteśmy częścią międzynarodowej grupy, która ma wieloletnie doświadczenie w zarządzaniu i która zarządza blisko 400 mld euro. Dlatego mamy w Polsce zaimplementowany proces inwestycyjny, który bazuje na standardach ING obowiązujących na całym świecie.

[b]Ten proces pozwala starać się o pierwsze miejsca w rankingach?[/b]

Przykładamy dużą wagę do limitowania ryzyka inwestycyjnego, co niestety ogranicza szansę zdobycia pierwszego miejsca. Czy jednak klienci tego od nas naprawdę oczekują?

[b]Tak nie jest?[/b]

Reklama
Reklama

Bycie na I miejscu nie jest naszym głównym celem, gdyż wiąże się zwykle z braniem na siebie zbyt dużego ryzyka w porównaniu z konkurencją. Historia pokazuje, że ci, którzy są na szczycie, zaraz potem mogą być na szarym końcu. Nam zależy na systematycznym uzyskiwaniu wyników lepszych od konkurencji, a nie na byciu gwiazdą jednego sezonu. A wracając do naszego procesu inwestycyjnego, to każdy z analityków odpowiedzialny za dany sektor buduje portfel modelowy złożony z „przeważeń” i „niedoważeń” na spółkach z tego sektora. Oczywiście, ze względu na relatywnie wysoką wartość aktywów naszych funduszy nie bierzemy pod uwagę wszystkich spółek, lecz jedynie te o wystarczająco dużej kapitalizacji i płynności.

[b]Ile firm z GPW wchodzi w grę?[/b]

Powiedzmy, że około 150. Na podstawie rekomendacji analityków zarządzający podejmują decyzje dotyczące już samych portfeli funduszy. Jednak i tu jest pewna swoboda: właściwie mogliby praktycznie nie korzystać z rekomendacji analityków. Ale raczej unikamy takich sytuacji, bo pracujemy przecież zespołowo. Kolejnym elementem procesu są cotygodniowe posiedzenia komitetu inwestycyjnego, na których są m.in. określane limity alokacji aktywów dla funduszy.

[b]Porozmawiajmy o funduszach sektorowych. W ING jest choćby ING Budownictwa i Nieruchomości i ING Sektora Finansowego. Wyniki są ściśle uzależnione od koniunktury w danej branży. Rynek jest na tyle płytki, że zarządzający nie ma pola manewru, by uratować nieco wynik, gdy kursy spadają, i by jeszcze go poprawić względem benchmarku, gdy rynek rośnie. Jak Pan ocenia te pomysły?[/b]

Nie chciałbym krytykować swoich poprzedników, którzy stworzyli te fundusze. Wydaje mi się jednak, że polski rynek, a nawet cały nasz region, nie był jeszcze na tyle dojrzały, żeby tworzyć fundusze sektorowe. Trudno jest zbudować dobrze zdywersyfikowany portfel z czystego sektora nieruchomości i budownictwa. Fundusz taki z konieczności musi być skoncentrowany na kilku pozycjach, co ma wpływ na poziom ryzyka.

[b]Sądzi Pan, że zarządzający dostaną po 2009 r. bonusy za wyniki? Po 2008 r. niewielu mogło na nie liczyć.[/b]

Reklama
Reklama

Ubiegły rok był trudny. Wielu przegrało istotnie z rynkiem. Trudno się dziwić, że nie otrzymali bonusów. Natomiast ci zarządzający, którzy osiągnęli wyniki plasujące ich w czołówce rankingów funduszy danej kategorii, jak najbardziej na bonusy zasłużyli. Przecież zarządzający nie mają wpływu na koniunkturę giełdową. Mogą jedynie walczyć o jak najlepszy wynik, biorąc pod uwagę ograniczenia wynikające ze strategii funduszu. Jeżeli chodzi o premie za wyniki w 2009 r., jest duże prawdopodobieństwo, że zarządzający będą mile zaskoczeni. Branża funduszy wychodzi przecież z kryzysu. Aktywa, a co za tym idzie, zyski TFI, ponownie rosną. Zatem o bonusy powinno być dużo łatwiej niż rok temu.

[b]Od czego, Pana zdaniem, powinny być uzależnione bonusy dla zarządzających za ten rok?[/b]

Powinny być uzależnione przede wszystkim od tego, czy uda się wypracować wynik lepszy od średniego w danej kategorii funduszy. Nasze fundusze są obecne w szerokiej sieci sprzedaży. Ważne jest to, by doradca bankowy mógł pokazać klientowi, że historycznie np. w ciągu ostatnich 12 miesięcy byliśmy lepsi od konkurencji. Od tego najczęściej zależy, czy klient kupi nasz fundusz.

[b]Gdy Pan odszedł z Millennium, TFI zostało z jednym doradcą inwestycyjnym, podczas gdy ustawa wymaga, by było ich co najmniej dwóch. Z podobnym kłopotem borykały się ostatnio inne TFI. Skąd bierze się taki problem? Przecież licencjonowanych doradców jest już prawie 300 na naszym rynku…[/b] W praktyce zawód zarządzającego wykonuje pewnie około 100 doradców. Pozostali mają, jak widać, inny pomysł na życie. Być może warunki, jakie się oferuje zarządzającym za pracę w ciągłym stresie, nie są na tyle atrakcyjne, by ludzi przyciągnąć na dłużej do tego zawodu.

[b]Jaki scenariusz rozwoju sytuacji na rynkach finansowych zakładacie dzisiaj Państwo w swoich strategiach? Kupujecie akcje?[/b]

Znajdujemy się w bardzo interesującej fazie cyklu koniunkturalnego. Wskaźniki wyprzedzające oraz twarde dane gospodarcze sugerują, że dołek obecnego spowolnienia gospodarczego jest już najprawdopodobniej za nami. Toczą się rozważania odnośnie do możliwego kształtu wychodzenia światowej gospodarki z kryzysu, a prawdopodobieństwo wystąpienia znaczącej korekty i wahań na rynku akcji jest dość duże. Jestem jednak przekonany, że stopniowe zwiększanie zaangażowania w akcje może przynieść bardzo atrakcyjne stopy zwrotu w perspektywie 3–5 lat.

Reklama
Reklama

[b]Od ostatniego szczytu WIG20 spadł o około 10 proc. Ile może jeszcze stracić?[/b]

Nie chciałbym prognozować ani głębokości spadków, ani kiedy nastąpią. Wydaje się, że rynek przesadnie zdyskontował pozytywny scenariusz w gospodarce światowej i że prędzej czy później nastąpi rozczarowanie i przyjdzie fala spadkowa. Warto sobie przypomnieć, jak to było w latach 2001–2003.

[b]Dziękuję za rozmowę.[/b]

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama