Pośrednicy finansowi, banki i inne instytucje, które zajmują się sprzedażą produktów inwestycyjnych, chętnie proponują klientom Ubezpieczeniowe Fundusze Kapitałowe (UFK), tzw. unit-linked, czyli portfele kilku funduszy inwestycyjnych opakowane w polisę na życie. Chętniej niż „czyste” fundusze inwestycyjne, choć i w nie można inwestować długoterminowo. Powód? Na prowizjach od sprzedaży UFK zarabiają krocie.
[srodtytul]Całoroczna składka w kieszeni[/srodtytul]
Od 80 do 120 proc. pieniędzy, jakie klient płaci na UFK przez pierwszy rok trwania polisy, trafia do dystrybutora – dowiedział się "Parkiet". Oznacza to, że jeśli wpłacał po 1 tys. zł miesięcznie, to od całorocznej wpłaty sprzedawca zainkasuje nawet około 14 tys. zł od ubezpieczyciela, który stoi za polisą z funduszem. Z tego często nawet 30 proc. trafia bezpośrednio do kieszeni doradcy, który wypełnił założony plan, pozyskując odpowiednią wartość aktywów do UFK w danym okresie.
Dla porównania, w razie sprzedaży funduszu inwestycyjnego przy średniorocznej wpłacie rzędu 12 tys. zł dystrybutor zainkasuje około 50 proc. opłaty za zarządzanie, czyli średnio 100 zł, dodatkowo kolejne kilka procent wpłacanych przez klienta środków w ramach opłaty manipulacyjnej.
Przedstawiciele firm ubezpieczeniowych nie komentują zapisów umów dystrybucyjnych z pośrednikami. – To stanowi naszą tajemnicę handlową – mówi na przykład Anna Kula, rzecznik Aegon TUnŻ. Pozostali jej wtórują. Milczą przedstawiciele firm sprzedających produkty finansowe. W nieoficjalnych rozmowach przyznają jedynie, że proces sprzedaży produktów unit-linked jest dla nich kosztowny. Wymaga długich rozmów z klientem, wytłumaczenia skomplikowanej struktury. Poza tym to produkt wieloletni, a dystrybutor przychody ma tylko przez pierwszy rok, więc muszą być odpowiednio duże.