Jeździmy na walne zgromadzenia akcjonariuszy spółek, których akcje stanowią znaczącą część naszych aktywów lub w których przekroczyliśmy próg 5 proc. głosów na WZA, a także wtedy, gdy dzieje się w nich coś istotnego – mówi Marek Sojka, wiceprezes PTE PZU.
Podobną strategię przyjęła większość funduszy emerytalnych. Dużo bardziej aktywni pod tym względem są najwięksi gracze, ze względu bowiem na wysokie aktywa w największej liczbie spółek przekroczyły próg 5 proc. głosów na WZA. Z kolei część mniejszych funduszy emerytalnych stosuje strategię nieprzekraczania tego progu.
[srodtytul]Niewielki wpływ[/srodtytul]
Zarządzający przyznają, że ich wpływ i głosowanie w czasie walnych często nie ma większego znaczenia. Dzieje się tak w spółkach, w których jest dominujący akcjonariusz – Skarb Państwa czy inwestor prywatny – które stanowią gros ich portfeli. Choć, jak zauważa Marcin Żółtek, członek zarządu i dyrektor inwestycyjny Aviva PTE, w ostatnim czasie współpraca ze Skarbem Państwa układa się coraz lepiej. Zarządzający takiej poprawy nie widzą jednak w większości spółek, w których są prywatni akcjonariusze strategiczni. I stąd choćby pojawiają się na walnych PKO BP, ale już na Pekao niekoniecznie.
– O ile ze Skarbem Państwa można jeszcze coś uzgodnić, to z Włochami z UniCredit już nie – tłumaczy powody jeden z zarządzających. Podobnie jak z zagranicznymi inwestorami jest z polskimi biznesmenami, takimi jak Leszek Czarnecki czy Michał Sołowow. Na WZA spółek, które do nich należą, największe OFE jeżdżą jednak często, bo mają ich znaczące pakiety. Jednak wprowadzenie np. niezależnych kandydatów do rady nadzorczej takich firm bywa trudne. Często jedynym sposobem jest głosowanie grupami, czego tegorocznym przykładem jest Cersanit należący do Sołowowa.