Podczas gdy praktycznie cały październik stał pod znakiem stabilizacji na rynkach światowych w oczekiwaniu na decyzję amerykańskich władz monetarnych w sprawie kolejnej rundy „luzowania ilościowego”, to ogłoszenie tej decyzji wyzwoliło drzemiący w rynkach potencjał. Przeszkodą nie okazał się fakt, że zamierzenia Fedu niezbyt się różnią od wcześniejszych oczekiwań analityków (bank ma skupić obligacje skarbowe za 600 mld USD, podczas gdy spodziewano się 500 mld USD).
[srodtytul]Koniec październikowego zastoju[/srodtytul]
Na części rynków akcji, surowców i walut doszło wczoraj do zdecydowanego wybicia kursów z trwającej przez niemal cały miniony miesiąc stabilizacji. Inwestorzy zareagowali m.in. wyprzedażą dolara. Kurs euro względem amerykańskiej waluty zdecydowanie oderwał się od poziomu 1,40, wokół którego krążył w ostatnich tygodniach, i poszybował wczoraj nawet powyżej 1,42. Tak tani dolar nie był od stycznia.
Przyczyna jest prosta – żeby skupować obligacje, Fed będzie musiał dodrukować dolary, przez co mogą się one stać mniej wartościowe. Osłabienie się amerykańskiej waluty na rynkach światowych przełożyło się również na kurs złotego względem tej waluty. Notowania USD/PLN runęły wczoraj o prawie 2 proc. i znalazły się w okolicy dołka z grudnia ubiegłego roku.
Obawy przed utratą wartości amerykańskiej waluty znalazły odzwierciedlenie także w cenach złota, które podskoczyły wczoraj o ponad 2 proc. i znalazły się o krok od październikowego rekordu. Podrożały także inne surowce. Notowania ropy naftowej poszły w górę o 1,5 proc., cena miedzi skoczyła o 1,7 proc. (dane z godz. 17.00).Nic więc dziwnego, że lokomotywami wczorajszej zwyżki na warszawskiej giełdzie były właśnie spółki związane z rynkami surowcowymi.