Reklama

Niczego nie zatailiśmy

Absolutnie nie zatailiśmy informacji o postępowaniu układowym, gdyż takiego nie było - mówi Adam Guz, prezes GoAdvisers

Publikacja: 25.01.2012 23:42

Niczego nie zatailiśmy

Foto: ROL

Dlaczego zatailiście informacje o postępowaniu układowym waszego klienta – Avtech?

Absolutnie nie zatailiśmy informacji o postępowaniu układowym, gdyż takiego nie było. CVA było dobrowolnym porozumieniem pozasądowym, a niewywiązanie się ze spłaty tego zobowiązania, które figurowało w Dokumencie Informacyjnym, rodziło takie same skutki, jak z każdego innego zobowiązania.

Współpraca z władzami Avtechu układała się poprawnie, podobnie jak w przypadku innych podmiotów oparta była na wymianie informacji oraz niezbędnych dokumentów, ale pogorszyła się po debiucie spółki. Wtedy jednak nie domyślaliśmy się, do czego to może doprowadzić. Myśleliśmy, że chodzi o różnice w systemach prawnych, o kwestie przyzwyczajeń biznesowych. Długo trwały procedury rejestracyjne w depozycie papierów wartościowych, przy których pełniliśmy rolę doradcy. Nikt przez ten czas nie informował nas o zawartym porozumieniu. Sami, przygotowując ostateczny dokument informacyjny i przeglądając strony brytyjskich rejestrów spółek, wpadliśmy na ślad tego porozumienia. Zapytaliśmy zarząd, co to za umowa i usłyszeliśmy, że to „nic szczególnego" i jest to normalny sposób rozkładania i ograniczania zobowiązań podatkowych na Wyspach. Zapoznając się z zagadnieniem CVA i sytuacją finansową Avtech, utwierdziliśmy się w przekonaniu o jej małej istotności.

GPW uważa, że jest inaczej.

GPW zarzuca nam, że podchodziliśmy do zagadnienia czysto „arytmetycznie". Ale jak inaczej, jak nie arytmetycznie podchodzić do tego typu zagadnień? Czy ktokolwiek zakłada a priori, że zarząd spółki zacznie działać na jej szkodę? Każde zobowiązanie spółki potencjalnie prowadzić może do jej bankructwa. Dlatego ocenialiśmy jego skalę. Kapitał obrotowy spółki był dodatki, nadwyżka aktywów bieżących nad całkowitą kwotą zobowiązań (ponad owe 250-300 tys. funtów) wynosiła ponad 130 tys. funtów a spółka raportowała dodatnie przepływy finansowe i było to potwierdzone przez biegłego rewidenta. Pamiętajmy, że w CVA, które zresztą ma inny charakter niż postępowanie układowe w prawie polskim, chodziło o rozłożenie zobowiązań na raty miesięczne rzędu 7 tys. funtów. Zajmuję się analizą finansową od co najmniej 20 lat i muszę powiedzieć, że żaden analityk finansowy nie uznałby takich sum za zagrażające funkcjonowaniu firmy.

Reklama
Reklama

Dlaczego zatem Avtech został zlikwidowany?

Z pespektywy czasu widzę, że zarządzający firmą wykorzystali nadarzającą się okazję. Podejrzewamy, że wydrenowali ją, obciążając ją zobowiązaniami z tytułu umów o pracę i innych kontraktów a finalnie istnieje podejrzenie, że założyli bliźniaczą spółkę, przenosząc do niej majątek poprzedniej. Tego zresztą dotyczy nasze zawiadomienie do brytyjskich organów ścigania, zajmujących się oszustwami gospodarczymi w postaci ucieczki przed wierzycielami i akcjonariuszami.

Mając 20-letnie doświadczenie na rynku nie rozpoznał pan oszustów?

Nie mieści mi się w głowie, że poważni Brytyjczycy ryzykują swoją reputację dla 2 mln zł – bo tyle pozyskano ostatecznie z oferty prywatnej. Poza tym Avtech naprawdę miał hangar i naprawdę serwisował samoloty. Łatwiej uciec z pieniędzmi inwestorów, kreując wirtualny biznes. Tu mieliśmy sensowne plany budowy bazy serwisowej w Polsce dla tego regionu Europy. Zarządzający Avtechem słusznie zauważali, że dzierżawiąc samolot można nie płacić rat leasingowych, ale dla własnego bezpieczeństwa trzeba odbywać przeglądy...

Kto więc i kiedy zdecydował, że przekręt się jednak odbędzie?

Tego nie wiem. Mam tylko podejrzenia. Dla nas szokująca była informacja, że AerFinance, który skontaktował nas z Avtechem i był jego udziałowcem, sprzedał 10-proc. pakiet akcji brytyjskiej spółki dwa dni przed debiutem. Ominął w ten sposób lock-up, który zaczął się dzień później. Władze AerFinance i Avtechu tłumaczyły, że papiery trafiły do inwestora strategicznego, że to dobra informacja dla spółki. Nasuwa się zatem pytanie dlaczego jednak od pierwszej sesji dominowały zlecenia sprzedaży?

Reklama
Reklama

Widząc, jak kurs spada, staraliśmy się skontaktować z tym inwestorem, zdziwieni, że on nas nie szuka - było to jednak bezskuteczne. Prosiliśmy władze Avtechu i AerFinance o przekazanie kontaktu, jednak spotykaliśmy się z odmową. Wtedy zaczęliśmy podejrzewać sprzedaż walorów przez tzw. „słupy" - przez sam AerFinance. Normalny inwestor strategiczny nawiązałby kontakt ze Spółką i jej Autoryzowanym Doradcą, dałby przecież znak życia, ujawnił w strukturze akcjonariatu.

Jak się okazało, to my zostaliśmy z największym pakietem akcji i mimo podjętych działań w obronie wszystkich inwestorów zostaliśmy ukarani przez GPW.

Podaż akcji na NewConnect nie wyjaśnia jednak, co się stało w samej Wielkiej Brytanii.

Podejrzewam, że władze Avtechu od samego początku nie miały zamiaru kontynuować biznesu. Biznes plan spółki był może dobry, ale brakowało przełożenia na decyzje operacyjne. Nie wiem, na ile zaważył na tym fakt, że w ofercie udało się pozyskać jedynie 2 mln zł z planowanych 6 mln zł. Z nami jednak już nikt nie rozmawiał.

Kogo obarcza pan największą winą za całą sytuację?

Trudno o jednoznaczne sądy. Wskazanie osób odpowiedzialnych za zaistniałą sytuację leży w kompetencji prokuratury.

Reklama
Reklama

Pana zastępca Bartosz Zalewski, który zajmował się tym projektem, zrezygnował.

W sensie praktycznym poniósł konsekwencje niewłaściwej zdaniem GPW interpretacji regulacji NewConnect. Decyzja Giełdy wpłynęła bezpośrednio na jego dalszą pracę. Widmo likwidacji działu zajmującego się doradztwem autoryzowanym doprowadziło go do przekonania, że jego dalsze zasiadanie w zarządzie GoAdvisers jest pozbawione uzasadnienia. Podobne konsekwencje ponieśli również jego współpracownicy, tworzący dział NewConnect. Zatrudniałem przecież aż sześciu certyfikowanych przez GPW doradców, którzy muszą szukać innego miejsca pracy. Dlaczego? Za inną niż GPW interpretację zapisów regulaminu... To pewien paradoks - czyżby więc egzamin na doradcę nie zweryfikował ich braku kompetencji? Ale podkreślam stanowczo – żadna z osób zaangażowanych w autoryzowanym doradztwie spółki nie jest winna zaistniałej sytuacji i wypełniała swoje zadania prawidłowo.

GPW umożliwia wam złożenie ponownego wniosku o wpis na listę autoryzowanych doradców. Zdecyduje się pan na ten krok?

Mam to szczęście, że biznes GoAdvisers bazuje nie tylko na prowizjach za doradzanie przyszłym debiutantom. Po doświadczeniu z firmą Alpinus w latach 90. postanowiłem, że chcę się koncentrować na doradzaniu prywatnym firmom, niekoniecznie dużym. To my staliśmy np. u początków sukcesów Integera, kiedy nikt nie chciał rozmawiać z Rafałem Brzoską na temat tworzonej przez niego alternatywy dla Poczty Polskiej. W 2007 r., kiedy powstawał NewConnect, wydawało mi się, że to rynek idealnie wpisujący się w strategię mojej firmy. W końcu powstawała platforma, dzięki której spółki mogły znaleźć finansowanie rzędu 1-5 mln zł, o które tak trudno było na rynku.

Wraz z innymi doradcami mocno zaangażowaliśmy się w projekt GPW. Mieliśmy „ruszyć w Polskę" z zadaniem szukania emitentów dla nowego rynku. Już wtedy zwracaliśmy uwagę na konieczność doregulowania pewnych kwestii. Paradoksalnie to my zwracaliśmy uwagę na brak jakichkolwiek wymogów dotyczących dokumentów informacyjnych.

Reklama
Reklama

Wtedy wydawało się, że NewConnect będzie motorem biznesu, skupi wokół siebie aniołów biznesu, fundusze venture capital. Teraz nie jestem pewny, czy warto w tym rynku dalej uczestniczyć, szczególnie, że ryzyko kary i utraty reputacji związane z działalnością doradczą jest bardzo duże. Podobne refleksje może mieć wielu doradców. Skąd pewność, że za rok GPW, która dla NewConnect jest organizatorem, oskarżycielem i sędzią w jednej osobie, nie powie, że coś było zrobione niezgodnie ze sztuką?

Jak wyobraża sobie pan kontynuowanie działalności na rynku kapitałowym po sprawie Avtechu?

Pragnę podkreślić, że działalność doradcza generowała straty na poziomie operacyjnym, w przeciwieństwie do działalności inwestycyjnej. Mamy w portfelu kilka ciekawych spółek, niedawno zamknęliśmy w całości niezwykle udaną pod względem finansowym inwestycję w Telemedcynę, jedną z ciekawszych spółek notowanych na NewConnect, której zaufaliśmy i na którą postawiliśmy na samym początku jej biznesowej drogi. Funkcjonując w branży doradczej już od ponad 20 lat przeżyłem wiele kryzysów i wiem, że finalnie liczą się efekty i jakość wykonywanej pracy. Reputację buduje się latami, liczę również, że ilość pozytywnych projektów jakie zrealizowaliśmy będzie najlepszym odniesieniem dla naszych klientów.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama