Nomura International

Zdaniem Seana Murphy'ego z europejskiej filii największego japońskiego domu maklerskiego Nomura, w ostatnim tygodniu grudnia 1999 r. można spodziewać się, że WIG osiągnie poziom 15 000. Najbardziej wzrosną notowania banków.Skromny spodziewany wzrost WIG - wg S. Murphy'ego - należy widzieć na tle malejącego tempa wzrostu gospodarczego. Wszystkie kolejne jego prognozy, sporządzane przez ekonomistów Nomury w minionym roku, były coraz niższe - najnowsza przewiduje 4,5% (malejące realne stopy procentowe i realny kurs złotego powinny wspólnie zapewnić dalszy wzrost, nawet jeśli będzie on wolniejszy).Głównym czynnikiem, który w 1999 r. wywrze wpływ na polską gospodarkę - zdaniem S. Murphy'ego - będzie jednak spadek tempa wzrostu gospodarczego zarówno w Europie Zachodniej, jak i w skali światowej, co odbije się negatywnie na możliwości zwiększania polskiego eksportu. Obraz nie jest jednak taki czarny, bowiem - w porównaniu z większością innych rynków w Europie Wschodniej - rynek polski wyróżnia się korzystnie, nawet w czasach, gdy inwestorzy działający na rynkach akcji są nerwowi.S. Murphy zwraca wszakże uwagę, że wtórnym skutkiem obniżonego tempa wzrostu gospodarczego na świecie i w Europie Zachodniej mogą być większe trudności w finansowaniu naszego wzrostu wewnętrznego. Polska - wskazuje - jest bardzo uzależniona od zewnętrznych źródeł kapitału, zarówno bezpośrednich inwestycji zagranicznych, jak i lokat portfelowych, wśród których - jako szczególną kategorię - należy wyróżnić obligacje podmiotów gospodarczych i Ministerstwa Finansów.Do czynników, które w 1999 r. wpłyną na wyniki giełdowe polskich spółek rozmówca PARKIETU zalicza też ich niekorzystne wyniki finansowe - potwierdzone, jak podkreśla, rezultatami za listopad. Kolejny niekorzystny czynnik to wprowadzenie przez 11 krajów Unii Europejskiej wspólnego pieniądza - euro, co przejściowo ograniczyło aktywność inwestorów. Konwersja do euro może spowodować trudności z rozliczeniami, obserwowany w ostatnich latach sezonowy styczniowy napływ kapitału na rynki nowe może się więc opóźnić nawet do lutego.Mówiąc o niekorzystnych dla polskich rynków kapitałowych uwarunkowaniach zewnętrznych, Sean Murphy za sprawę budzącą największą troskę uważa narastanie "bąbla" na giełdach amerykańskich. - Problem "bąbla" - mówi - polega na tym, że nadzwyczaj trudno przekłuć go delikatnie. Między notowaniami akcji i obligacji zachodzi zazwyczaj związek odwrotny, jeśli jednak notowania obligacji spadają dlatego, że inwestorzy spodziewają się recesji, to akcje nie będą iść w górę. W istocie - stwierdza nasz rozmówca - jest to dla rynków akcji okres bardzo niebezpieczny, typowy dla późnego etapu fazy "byka".Na ile sprawy te dotyczą Polski? W takiej sytuacji inwestorzy będą - zdaniem S. Murphy'ego - przejawiać szczególną awersję do ryzyka, będą też nadzwyczaj wrażliwi na wszelkie złe wieści, załamania tempa wzrostu i wszystko, co budzi niepewność. Będą aktywnie szukać nie tyle okazji do nabywania papierów wartościowych, co powodów do ich sprzedaży. Dlatego właśnie polskie rynki kapitałowe są narażone na potencjalną utratę sympatii inwestorów, bowiem świetne, jak na razie, parametry makroekonomiczne Polski nie znalazły dotychczas przełożenia na zyski spółek giełdowych.W 1999 r. inwestorzy zapewne zaostrzą selektywność lokat, wycofując je ze spółek nie nadążających za dynamiką rynku do spółek o największej wartości rynkowej - jak np. TP SA. Zagraniczni inwestorzy przestali już kupować akcje polskich spółek "jak leci".Przyczyny tkwią m.in. w samych firmach - na GPW trudno znaleźć 6 spółek, których zarządy kierowałyby nimi w sposób agresywny, zapewniając zarówno wzrost zysków, jak i korzyści dla akcjonariuszy. Wydaje się, że zarządy polskich spółek - twierdzi ekspert - nie chcą wprowadzać nowoczesnych, zachodnich metod zarządzania zakładających koncentrację na inwestowaniu w majątek produktywny.Tymczasem inwestorzy, którzy ulokowali kapitały w polskich spółkach, oczekują zyskw, a nie wymówek.

Polskie rynki kapitałowe są narażone na potencjalną utratę sympatii inwestorów, bowiem świetne, jak n