Okiem spekulanta
Nie ulega wątpliwości, że obowiązujący na warszawskim parkiecie system notowań sprzyja dużym wahaniom kursów. W styczniu średnia zmiana WIG-u z sesji na sesję osiągnęła poziom 2,94 proc. Z tak dużą zmiennością indeksu po raz ostatni mieliśmy do czynienia w maju 1995 roku. A im większe wahania kursów, tym większe ryzyko inwestycji. Oczywiście, zmienność kursów wielu akcji była wyższa niż samego indeksu. Na przykład, notowania Agrosu wahały się średnio o 7 proc., zaliczając po drodze zarówno maksymalne spadki, jak i wzrosty. Styczeń był także miesiącem, w którym znacznie wzrosły notowania średniej wielkości spółek. Scenariusz bardzo często wyglądał tak: 10 proc. w górę na fixingu i kolejne 10 albo czasem więcej procent w czasie notowań ciągłych. Za przykład takiego zachowania kursu mogą służyć właśnie Agros, Amica, Jutrzenka i jeszcze kilka innych papierów. A im większe wahania kursów, tym większe ryzyko inwestycji. Pół biedy, kiedy notowania rosną - ale co zrobić, kiedy spadają?Jednym z głównych czynników decydujących o zmienności cen jest płynność walorów. Obowiązujący u nas system ogranicza płynność akcji. Nikt mnie nie jest w stanie przekonać, że ma sens sytuacja, w której jeden papier najpierw jest notowany na fixingu, a później jeszcze w notowaniach ciągłych. Bo fixing odbiera obroty notowaniom ciągłym i na odwrót. Oczywiście, jest grupa papierów, na których obrót bywa tak żałosny, że w żaden sposób nie nadają się do notowań ciągłych. I tak, na przykład, dla Bytomia, Próchnika, Zasady czy Compensy fixing powinien zostać, ale już nie dla Telekomunikacji, Elektrimu, Pekao czy kilkudziesięciu innych papierów.Na naszym rynku pomiędzy jedną sesją a drugą bardzo często istnieje dziesięcioprocentowa dziura, bo papier wzrósł (spadł) na kilku blokach w czasie notowań ciągłych w znaczący sposób i następnego dnia na fixingu jego cena zmienia się w maksymalnych rozmiarach. Gdyby obowiązywały tylko notowania ciągłe, zmiany cen w czasie niektórych sesji też zapewne byłyby duże, ale, to rzadkości należałyby sytuacje, kiedy otwarcie od zamknięcia dzieli 10 proc. A po za tym, po drodze, można by było coś zrobić, a nie tylko patrzeć, jak uciekają zyski albo rosną straty.I jeszcze jedno. Dobrym posunięciem giełdy było przedłużenie notowań ciągłych do godziny 16, ale jeszcze lepszym - ich wcześniejsze rozpoczęcie - tak, aby zaczynały się przed fixingiem.
TOMASZ JÓŹWIK