Polska, Czechy i Węgry zgodne

Zadziwiająco podobne wnioski - jak podkreślił prowadzący dyskusję panelową Dariusz Rosati - można wysnuć z wypowiedzi trojga prezesów banków centralnych najbardziej rozwiniętych państw Europy Środkowej. Wczoraj, w drugim dniu konferencji, zorganizowanej w Warszawie w 75 rocznicę utworzenia polskiego banku centralnego, rozmawiali oni o przebiegu transformacji.Punktem wyjścia do dyskusji stała się wypowiedź wicepremiera Leszka Balcerowicza. Podkreślił on m.in., że optymalne tempo przemian w każdym kraju jest inne, zależy bowiem od sytuacji wyjściowej. Każdy proces transformacji ma z kolei swoją maksymalną prędkość zmian.Czechy: pomyłka mikroJosef Tošovský, gubernator Czeskiego Banku Narodowego podkreślił, że jego kraj doskonale dał sobie radę z wprowadzaniem "szybkich" reform: liberalizacją cen, wymiany zagranicznej, ograniczoną wymienialnością waluty. Gorzej poszło Czechom ze stopniowym wdrażaniem reform, zwłaszcza wymagających instytucjonalnych regulacji. Odbiło się to głównie na efektach prywatyzacji kuponowej, powodując nierówną pozycję wierzycieli i dłużników, małych i dużych udziałowców. - Pierwsza lekcja dla nas to fakt, że nawet rewolucyjne zmiany wymagają budowy ram instytucjonalnych - powiedział. Jego zdaniem, część winy ponoszą politycy, podchodzący doktrynalnie do pojęcia liberalizacji. Tłumaczyć ich może brak ciągłości między gospodarką socjalistyczną a wolnorynkową; brak doświadczeń powoduje zaniedbania i nieumiejętność ich korygowania.Węgry: makroniestabilnośćGyörgy Surányi, prezes Węgierskiego Banku Narodowego, uznał gospodarkę swego kraju za najlepszą w regionie - za sprawą najpierw reform w skali mikro, potem - makro. W 1990 r. nie było na Węgrzech potrzeby terapii szokowej - jaką zastosowano w Polsce - nie zostało bowiem, jak u nas, podważone zaufanie do sytuacji finansowej i waluty krajowej. Po uporządkowaniu zatem spraw mikroekonomicznych wprowadzono 5 fundamentalnych reform - które wywołały trwający dwa lata wstrząs. Był on głównym powodem zastosowania najprostszej, zdaniem prezesa WBN, metody prywatyzacji: bezpośredniej sprzedaży bez preferencji dla inwestorów krajowych i powszechnego uwłaszczenia. Bolesną konsekwencją węgierskich reform było jednak pogorszenie sytuacji budżetu państwa i bilansu płatniczego. Udało się jednak uniknąć recesji: Węgry, jako jeden z nielicznych krajów przechodzących transformację, uniknęły obniżenia poziomu PKB poniżej jego wysokości z roku 1989. W najgorszym, 1995 r. wzrost gospodarczy spadł do 1,5%. - W 1998 r. przekroczył 5%, w tym osiągniemy 4%, być może nieco więcej - stwierdził prezes.Polska: pośrodkuPrezes Hanna Gronkiewicz-Waltz podkreśliła, że polskim przemianom politycznym towarzyszyło tworzenie ram instytucjonalnych w oparciu o doświadczenia krajów rozwiniętych. Nie było tak masowej prywatyzacji jak w Czechach. Przeszliśmy od kursu stałego do płynnego - z miesięczną dewaluacją i wahaniami wokół centralnego parytetu (na Węgrzech nie ma widełek). Prezes NBP przypomniała, że zdecentralizowane podejście do problemu złych długów oraz bazowanie na sprawdzonych w innych systemach bankowych rozwiązaniach spowodowało, że kredyty w sytuacji nieregularnej, stanowiące w 1992 r. 30% portfela, spadły w 1998 r. do poziomu 10%, a kredyty stracone stanowiły 2%. Zwróciła jednak uwagę, że w okresie transformacji nie należy zbyt wcześnie przyjmować zagranicznych standardów; najpierw musi zostać odbudowana (lub zbudowana) struktura gospodarcza.Polska transformacja jest, zdaniem D. Rosatiego, czymś pośrednim pomiędzy czeską a węgierską. Bezbłędnych w skali makro Czechów dotknął kryzys mikro. U mających silne fundamenty ekonomiczne Węgrów niestabilna była sytuacja makroekonomiczna. Polsce udało się uniknąć większych kryzysów.Kiedy euro?Tylko H. Gronkiewicz-Waltz sprecyzowała termin wejścia do Europejskiej Unii Monetarnej. Nastąpi to w maksimum trzy lata po uzyskaniu członkostwa w Unii Europejskiej - rząd zapowiada gotowość 1 stycznia 2003 r. Obaj pozostali prezesi byli bardzo ostrożni w wypowiedziach.G. Surányi uważa, że najpierw musi znacznie zmaleć inflacja (obecnie 9%) i zmniejszyć się różnica wydajności pracy między Węgrami a UE. Wtedy będzie można ustalić kurs wymiany forinta na euro - ale w widełkach +/- 15%. Ustalenie stałego kursu wykluczałoby, w jego ocenie, skuteczną walkę z inflacją.J. Tošovský był podobnego zdania. Podstawową dlań kwestią było jednak, czy w małej, finansowo otwartej gospodarce można sobie pozwolić na prowadzenie niezależnej polityki kursowej. Głównym powodem przesunięcia w czasie wejścia do unii monetarnej jest konieczność zwiększenia konkurencyjności. - Wyraźnie widać, że nie ma pośpiechu i entuzjazmu dla szybkiego wprowadzania euro w naszych krajach - skomentował D. Rosati.

PRZEMYSŁAW SZUBAŃSKI