Co mnie cieszy

Rywalizacja giełd europejskich i światowych, trwająca od co najmniej dwóch lat, coraz szybciej przechodzi w fazę integrowania się, współpracy nie tylko doraźnej i posunięć taktycznych, ale bardziej trwałych związków. Widać to szczególnie wyraźnie na naszym kontynencie. Na początku maja tego roku osiem giełd europejskich podpisało list intencyjny o sojuszu, który ma stanowić zalążek giełdy paneuropejskiej. W minionym tygodniu warszawska giełda zawarła porozumienia o współpracy z giełdami londyńską i paryską.Największe giełdy europejskie i światowe od dłuższego już czasu walczą o prymat na globalizującym się rynku kapitałowym i finansowym. Prześcigają się we wprowadzaniu udogodnień dla emitentów i inwestorów. Doskonalą swoje systemy notowań i rozliczeń. Na przestrzeni ostatnich dwóch lat liczba porozumień, umów o współpracy, planów fuzji i spekulacji jest wprost imponująca.Spory ruch panuje w Stanach Zjednoczonych, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę liczbę działających tam giełd. Jedną z najpoważniejszych inicjatyw, jaka w ostatnim czasie doszła do skutku, było połączenie w listopadzie ubiegłego roku American Stock Exchange i Nasdaq, czołowych giełd w tym kraju. Bardzo aktywna w działaniach integracyjnych jest Chicago Board of Trade, która prowadziła negocjacje z Pacific Exchange, Chicago Mercantile Exchange, szwajcarsko-niemieckim Eurexem, choć pełne są one nieoczekiwanych zwrotów i nie dały dotąd konkretnych efektów (po odrzuceniu planów współpracy z Eurexem w styczniu br., CBOT postanowiła samodzielnie tworzyć ogólnoświatowy system dystrybucji swoich produktów, by już w maju powrócić do wspólnych planów z Eurexem). W lutym Chicago Mercantile Exchange zawarła porozumienie o współpracy z giełdami derywatów: francuską Matif i singapurską SIMEX.Możliwości sojuszy nie odrzuca też wiodąca amerykańska giełda New York Stock Exchange, negocjując z firmami prowadzącymi własne systemy obrotu akcjami (m.in. Bloomberg Tradebook i Brass Utility), a nawet nie wykluczając aliansu z Nasdaq. Z kolei w marcu odbyło się spotkanie szefów amerykańskich giełd derywatów, podczas którego zrezygnowano z planów wielkich fuzji na rzecz współpracy w ujednolicaniu systemów informatycznych i wzajemnego dostępu do produktów.Wreszcie całkiem niedawno pojawiła się inicjatywa czołowych banków i domów maklerskich (m.in. Citibanku, CSFB, Deutsche Banku, Merrill Lynch, Goldman Sachs, Lehman Brothers, Morgan Stanley), zmierzająca do stworzenia globalnego, elektronicznego rynku obligacji i derywatów, skierowana do lokalnych giełd i izb rozliczeniowych.Nie mniej aktywne są giełdy w innych częściach świata. W Europie, po długim okresie konkurowania o wpływy między giełdami londyńską, paryską i frankfurcką, przesądzone jest powstanie sojuszu ośmiu czołowych parkietów, stanowiącego zaczątek wielkiej giełdy paneuropejskiej.Do tej pory, warszawska GPW nie była brana pod uwagę jako potencjalny uczestnik sojuszu, czemu trudno się dziwić, biorąc pod uwagę wielkość naszego rynku. Rozgrywka między trzema potentatami trwała dość długo, a Warszawa nie mogła dla żadnego z nich stanowić karty przetargowej. Tym bardziej cieszy fakt podpisania porozumień o współpracy GPW z giełdami londyńską i paryską. Choć trudno tu mówić o pełnym partnerstwie, to jednak jest nadzieja, że nasz rynek nie będzie skazany na marginalizację, lecz zostanie włączony do giełdowej wspólnoty. Wymagać to jednak będzie sporego wysiłku, by wykorzystać szansę. Na giełdowym rynku z pewnością wiele się jeszcze wydarzy i nie będzie łatwo dotrzymać kroku w okresie dynamicznych zmian.

ROMAN PRZASNYSKI