Dobra koniunktura może potrwać dłużej

Jeszcze na początku tego roku zainwestowanie w akcje na emerging markets wymagało nielada odwagi. Brazylia dopiero co zdewaluowała reala i mówiło się, że rynkom kapitałowym we wschodzących gospodarkach grozi kolejny kryzys.

Poprzedni rok przyniósł całą serię katastrof na tych rynkach, rozpoczętą dewaluacją tajskiego bahta w lipcu 1997 r. Argumenty za inwestowaniem na emerging markets były obalane jeden po drugim. Ich szybkie dotychczas tempo wzrostu gospodarczego zamierało, reformy wyraźnie przyhamowały i wreszcie inwestycje były obarczone większym ryzykiem, natomiast przynosiły mniejsze zwroty niż z rynków rozwiniętych.I oto zaledwie pół roku po dewaluacji brazylijskiej waluty nastroje inwestycyjne wydają się o wiele lepsze. Indeks IFC Composite Investables wzrósł w tym czasie o 45%, podczas gdy akcyjny indeks FT/Standard & Poor's dla całego świata ledwo przekroczył 10%. W tej sytuacji zarządzający funduszami zadają sobie pytanie, czy jest to tylko krótki wzlot przed kolejnym, dłuższym okresem niższych zwrotów. Boją się bowiem powtórki z historii - między majem 1993 r. a wrześniem 1994 r. indeks IFC Composite przewyższył indeks światowy o 56%, a potem przez ponad 4 lata ustępował mu o 70%.Wielu strategów uważa jednak, że obecny okres dobrej koniunktury potrwa dłużej. Wskazują przy tym na poprawę ogólnej sytuacji gospodarczej i korzystne fundamentalne warunki przedsiębiorstw. Emerging markets korzystają też z utrzymującej się na światowych rynkach wysokiej płynności oraz z tego, że inwestorzy są gotowi ponosić większe ryzyko, szukając wyższych zwrotów. Coraz bardziej powszechna jest też opinia, że mniej uprzemysłowione kraje są obecnie najbezpieczniejsze od czasu azjatyckiego kryzysu finansowego. Na całym świecie obserwuje się też przyspieszenie tempa wzrostu gospodarczego, a szczególnie wyraźne oznaki ożywienia widoczne są w Azji. Indeks IFC dla Azji wzrósł w tym roku o 55%, dla Ameryki Łacińskiej o 28%, a dla Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki o 31%.

J.B.