Z Jerzym Bernhardem, prezesem zarządu Stalprofilu, handlującego wyrobami hutniczymi, rozmawia Grzegorz Zybert

W ubiegłym roku Stalprofil wyraźnie przekroczył prognozy finansowe i zanotował 222 mln zł sprzedaży i 4,4 mln zł zysku netto. Co wpłynęło na takie wyniki?Przede wszystkim, utrzymując poziom zamówień w eksporcie, zwiększyliśmy, pomimo rosnącej konkurencji prawie o 100% sprzedaż swoich towarów na rynku krajowym.Było to możliwe dzięki zastosowaniu konkurencyjnych warunków sprzedaży oraz dywersyfikacji oferty handlowej, polegającej na coraz większym udziale w przychodach z handlu koksem, materiałami ogniotrwałymi czy też półwyrobami. Szczególnie udany był dla nas IV kwartał 1999 r. Co do przekroczenia prognozy trzeba pamiętać, że została ona opracowana dość dawno i oparta praktycznie tylko na już zawartych ówcześnie kontraktach. Dlatego też przekraczanie rocznego planu finansowego staje się u nas regułą, ponieważ ostrożnie oszacowane przychody wynikające z posiadanych długoterminowych kontraktów uzupełniamy zwykle sprzedażą realizowaną doraźnie lub na nowo pozyskanych rynkach.Inne giełdowe firmy o zbliżonej do Stalprofilu działalności (Howell, Centrostal) nie zanotowały tak dobrych wyników. Czy to oznacza, że kondycja branży jest słaba?Wydaje się, że nasza branża ma się coraz lepiej. Rynek europejski wykazuje szybszy wzrost, co powinno pozytywnie wpłynąć także na handel wyrobami hutniczymi. Chłonność rynku krajowego wzrasta z roku na rok dzięki dynamicznie rozwijającej się polskiej gospodarce. Poza tym zużycie stali statystycznie jest u nas jeszcze na dużo niższym poziomie niż w Unii Europejskiej. Z tego wniosek, iż naprawdę dobrą koniunkturę mamy dopiero przed sobą. Myślę, że obecna sytuacja sprzyja firmom takim, jak Stalprofil - jesteśmy operatywni, dynamiczni, umiemy zaspokoić wymagania zarówno dużego, jak i mniejszego klienta.Główną część przychodów Stalprofil uzyskuje z handlu wyrobami hutniczymi. Trudna sytuacja w hutnictwie z pewnością niekorzystnie wpływa na działalność spółek handlowych?Wszyscy producenci stali przeżywają obecnie kłopoty. Druga połowa 1998 r. i pierwsza 1999 r. to okres dużego załamania w tej branży, spowodowanego między innymi kryzysem azjatyckim. Kryzys ten w znaczny sposób zredukował nakłady inwestycyjne w tamtym regionie, a to z kolei doprowadziło do tego, że producenci z Europy musieli ograniczyć rynki zbytu i pojawiła się nadpodaż. W tej chwili obserwujemy powolne wychodzenie krajów azjatyckich z kryzysu, a także zwiększenie chłonności rynku amerykańskiego na wyroby stalowe. Zanosi się więc na to, że rok 2000 będzie dla naszej branży rokiem szansy.A czy dobrych perspektyw nie ograniczą zagrożenia związane z prywatyzacją Huty Katowice, której produktów jesteście dystrybutorem?Zdajemy sobie sprawę z tego, że po nabyciu akcji Huty Katowice przez inwestora branżowego, będziemy musieli go przekonać, że taka firma jak Stalprofil, o ugruntowanej już pozycji rynkowej, będzie pożyteczna także dla nowego właściciela huty. Nasza spółka udowodniła swoją przewagę konkurencyjną nad innymi uczestnikami tego rynku, stając się w roku ubiegłym największym krajowym sprzedawcą wyrobów huty. Moim zdaniem, argumenty, którymi dysponuje Stalprofil, są tak mocne, że to właśnie nasza spółka przy znajomości realiów polskiego rynku ma szansę pozostać trzonem sieci dystrybucji dla każdego nowego właściciela huty. Jednak na razie za wcześnie o tym mówić, bowiem najpierw trzeba wyłonić inwestora strategicznego dla Huty Katowice.KPWiG oraz analitycy zwracają uwagę na dość dziwną i niespotykaną strukturę akcjonariatu, w której przeważają związki zawodowe. Jak dotychczas układała się wasza współpraca?Akcjonariat w takim kształcie mamy od 1993 r., choć wcześniej związki także posiadały znaczne udziały. Dotychczas nie zdarzyło się, aby związki działały na szkodę naszej firmy. Wręcz przeciwnie - popierały nas w naszych planach. Poza tym są one akcjonariuszami pasywnymi, którzy nie ingerują i nie wywierają nacisku na zarządzanie Stalprofilem. Myślę, że nasza współpraca mogłaby być wzorem dla innych spółek.W trwającej obecnie subskrypcji Stalprofil oferuje 800 tys. walorów. Po sprzedaży wszystkich akcji nowi akcjonariusze będą dysponowali aż 45-proc. kapitału. Czy nie obawia się Pan Prezes wrogiego przejęcia?Oczywiście, możemy stać się przedmiotem próby wrogiego przejęcia, praktycznie jak każda spółka giełdowa. Niemniej jednak rozsądek naszych dotychczasowych akcjonariuszy pozwala nam sądzić, że tak nie będzie. Z zapewnień naszych udziałowców wynika, że nie zamierzają oni sprzedawać walorów spółki.A czy Staloprofil nie jest zainteresowany konsolidacją branży?Przejmowanie innych firm nie jest naszym celem strategicznym. Dalszy rozwój opieramy raczej na kooperacji z innymi dystrybutorami wyrobów hutniczych. Realizujemy obecnie porozumienia o współpracy, które nie ograniczają się tylko do sprzedaży i kupna produktów. Chcemy podzielić się oferowanym asortymentem, tak aby każdy specjalizował się w tych wyrobach, w których sprzedaży jest najlepszy. Stalprofil ma tylko dwa składy towarów. Dzięki umowom z innymi dystrybutorami, którzy użyczają nam swoich składów, możemy rozprowadzać wyroby hutnicze w całej Polsce. Takie rozwiązanie znacznie ogranicza koszty stałe.Spółka ustaliła cenę emisyjną na 11 zł, czyli zaledwie o 1 zł wyżej od dolnej granicy widełek (10-18 zł). Czy wyniki book-buildingu nie były satysfakcjonujące?Wyniki przeprowadzonego procesu book-buildingu są zadowalające. Stały się one jedną z przesłanek, którą kierowaliśmy się przy ustaleniu ceny emisyjnej akcji serii C. Ze względu na fakt, że oprócz chęci uzyskania dostępu do szeroko rozumianego rynku kapitałowego, pragniemy również pozyskać nowych, stabilnych udziałowców, postanowiliśmy zaoferować im atrakcyjne dyskonto w stosunku do cen rynkowych. Rekompensuje ono, naszym zdaniem, wszystkie elementy ryzyka związanego z zakupem akcji Stalprofilu, a także pozwala optymistycznie prognozować debiut giełdowy. Dotychczas naszą dewizą było dobro akcjonariuszy, tym bardziej na obecnym etapie, kiedy jesteśmy spółką publiczną, nabiera ono nowego znaczenia.Zarząd nie zdecydował się na ubezpieczenie emisji, tłumacząc to przede wszystkim wysokimi kosztami subemisji. Co stanie się w razie niedojścia emisji do skutku?Proces budowania książki popytu pokazał, że z uplasowaniem emisji na rynku nie będziemy mieli problemu. Rozważaliśmy ubezpieczenie emisji, ale ostatecznie zdecydowaliśmy się na uatrakcyjnienie samej oferty publicznej poprzez dyskonto cenowe zamiast ponoszenia dodatkowych kosztów z tytułu gwarancji. Dyskonto zawarte w cenie emisyjnej akcji z pewnością skłoni inwestorów do ewentualnej inwestycji w walory Stalprofilu, tym bardziej że jesteśmy właściwie pierwszą spółką z rynku pierwotnego, która oferuje swoje papiery w tym roku. Oczywiście, dobry menedżer zawsze powinien mieć przygotowany plan awaryjny, uruchamiany przy zaistnieniu chociażby negatywnego wpływu "siły wyższej". My, chociaż nie zakładamy niepowodzenia emisji, też taki plan mamy.Stalprofil zamierza zadebiutować na rynku wolnym warszawskiej giełdy. Będzie to zatem jedna z największych firm na trzecim parkiecie. Dlaczego nie zdecydowaliście się na debiut na wyższym rynku, co wiąże się z większym prestiżem?Jedną z przeszkód był poziom kapitału akcyjnego. Moglibyśmy zdecydować się na zasilenie kapitału akcyjnego z kapitału zapasowego, aby spełnić ten warunek. Myślę, że bez problemów uzyskalibyśmy także wymagane rozproszenie walorów. Jednak nie to było dla nas najważniejsze. Publiczna emisja jest dla nas źródłem pozyskania kapitału, a tym samym utrzymania dynamiki rozwoju spółki i dalszej ekspansji na rynku krajowym i zagranicznym. Bieżąca emisja prawie podwoi nasze kapitały, później, w razie dalszych potrzeb kapitałowych, zdecydujemy się być może na kolejne emisje i wówczas rozważymy przeniesienie na wyższy parkiet.Dziękuję za rozmowę.