Subiektywna ocena sytuacji (15.05.2000?19.05.2000 r.)
W obrazie rynku nadal króluje niepewność, a ton będzie nadawał nastrój na rynkach światowych. Trzeba skupić się na analizie technicznej, gdyż przebicie kluczowych poziomów wsparcia/oporu (które są stosunkowo blisko siebie) da odpowiedź na pytanie, jaki będzie trend w średnim terminie.
Rynek amerykańskiCzekając na posiedzenie Fed rynek rósł. Prawdę mówiąc, zawsze tak robi. Tak było również przed poprzednimi podwyżkami. Najpierw spadek, często duży, a potem 2?3 dni ostrego wzrostu, kiedy rynek uważa, że wszystko jest w cenach. Inwestorzy w USA wyrobili sobie odruch jak pies Pawłowa. Dziwne tylko, że nie nauczyli się innej reguły. Dzień podwyżki, czasem dzień po podwyżce, jest chwilowym końcem wzrostów. To widać było trudniejsze do zapamiętania. Nic dziwnego, że w konkursie urządzanym każdego roku w USA, kiedy małpa wybiera spółki i to samo robią analitycy, najczęściej wygrywa małpa.Uważam, że proste spojrzenie w kierunku międzyrynkowej analizy technicznej pokazuje, że inflacja musi się pokazać. Indeks towarowy (CRB) przebił 220 pkt. i rośnie, ropa naftowa wróciła do poziomu sprzed konferencji OPEC. Rentowność obligacji wybiła się z formacji proporca i powinna dążyć do 6,7%. To bardzo złe sygnały dla rynku akcji. Pogarszający się indeks kosztów zatrudnienia (ECI) i malejące bezrobocie też zwiększają inflację. Olbrzymi deficyt obrotów bieżących, który przekroczył już 30 mld USD, działa w tym samym, niekorzystnym kierunku.Analitycy w USA i nie tylko spierają się o to, czy to już koniec podwyżek stóp, a inflacja zacznie maleć, czy nie. Ja należę do grona tych, którzy mówią, że to tylko początek. Znane powiedzenie z Wall Street mówi: Don?t fight the Fed (Z Fedem się nie walczy). Znakomity artykuł o tym samym tytule autorstwa Wojciecha Białka zamieścił PARKIET w nr z 13?15.05. Autor mówi o zejściu DJIA do 7539 pkt. (ja od wielu tygodni mówię o 7600 pkt.). Zupełnie nie zgadzamy się co do poziomu spadku na Nasdaq, który ja lokuję na 2700 pkt., a W. Białek na na razie niewyobrażalnym poziomie 1419?1499 pkt.Fed wybrał stopniowe podwyżki stóp procentowych jako drogę schładzania gospodarki i walki z inflacją. Można jednak mieć wątpliwości, czy to droga słuszna, skoro zarówno gospodarka, jak i rynki akcji szybko się przystosowują i przestają zauważać te podwyżki. Nie chcąc wywołać krachu (szczególnie w roku wyborczym) Fed może przez przypadek wprowadzić gospodarkę USA w recesję.Zastanawiające jest to, że wszelkie metody analizy Dow Jones Industrial Average dają podobne rezultaty. W tym coś musi być. Czy widzimy formację RGR, czy rozszerzający się trójkąt, czy klin, czy formację diamentu ? każda formacja daje spadek do tej wartości.Spadkom Nasdaqa pomogło również spektakularne bankructwo firmy Boo.com specjalizującej się w handlu odzieżą w sieci. Bankructwo to ?tylko? 130 mln USD, ale zadziałało w czwartek i piątek na rynki międzynarodowe jak zimny prysznic. Pokazało bowiem, że internet nie jest koniecznie kurą znoszącą złote jajka, a może to być bardzo ryzykowny interes.Technicznie w dalszym ciągu w obrazie DJIA nic się nie zmieniło. Indeks miał szansę na ruch do minimum 11 200 pkt. po wybiciu z trójkąta, ale w piątek to wybicie okazało się pułapką. Teraz wsparciem jest znowu poziom ok. 10 250 pkt. Jego przebicie powinno skutkować zejściem do 9500 pkt. Wygląda na to, że coraz wyraźniej kształtuje się formacja RGR (potwierdzona bardzo małymi obrotami).Nasdaq już bardzo wyraźnie zagłębił się w fali C (dokładniej ? w jej trzeciej podfali). Nadal podtrzymuję docelowy zakres spadku jako co najmniej 2700 pkt. W dalszym ciągu jest możliwe alternatywne rozwiązanie dużej fali B do 4500 pkt. (linia przerywana), ale jest ono coraz mniej prawdopodobne. Sygnałem dalszej przeceny byłoby przebicie wsparcia na 3400 pkt. Odbicie od tego poziomu mogłoby utworzyć formację podwójnego dna i ruch według linii przerywanej do 4500 pkt.Podsumowując, uważam, że rynek amerykański dąży do głębokiezeceny. Czy zacznie się ona już teraz, czy jednak będzie klasyczny ?summer rally? (hossa lata) ? jak uważa W. Białek ? to już jedynie kwestia czasu rozpoczęcia tej przeceny.Rynek polskiPoczątek ubiegłego tygodnia przyniósł same dobre informacje. Mniejsza od oczekiwanej inflacja wywołała u niektórych analityków prawie euforię. Nie przypomnę już nawet, jak wypowiadali się niektórzy członkowie RPP. Czasem myślę, że to urzędowy optymizm, a czasem, że brak wiedzy.Owszem, inflacja była niższa, ale ciągle rosnące ceny ropy, która przecież w kwietniu taniała, muszą zwiększyć inflację. Dochodzą do tego susza i przymrozki. To może znacznie ograniczyć produkcję rolną. Podobno również w tym roku mamy tzw. dołek świński, który powinien zmniejszyć podaż mięsa wieprzowego. Te warunki powinny ograniczyć sezonowe tanienie żywności, która jest bardzo ważnym elementem inflacji.GUS poinformował, że średnie wynagrodzenie w sektorze przedsiębiorstw wzrosło w kwietniu o 3,8% i było o 15,5% wyższe niż w analogicznym okresie ub.r., co zaszokowało analityków. Złoty również nie broni się i spada (nie na długo wystarczył urzędowy optymizm RPP). Co gorsza, spada także w stosunku do euro. Jak w takich warunkach inflacja i deficyt obrotów bieżących mają się zmniejszać? Doprawdy czasem nie rozumiem sterników naszej gospodarki w ich wypowiedziach i działaniach.Atmosferę poprawiła również agencja S&P podnosząc rating Polski, chwaląc m.in. za przeprowadzone reformy i lekceważąc znaczenie deficytu obrotów. Mam wrażenie, że ich pracownicy przygotowując raport posłużyli się wyłącznie materiałami rządowymi. W ogóle nie przywiązywałbym za dużego znaczenia do ratingów tego typu agencji. Tuż przed kryzysem azjatyckim podnosiły również oceny gospodarek tych krajów.Rynek wierzy też, że dynamika produkcji okaże się wreszcie zadowalająca. Oczekiwano 7,5% (a przynajmniej 6,5%), a było tylko 5,5%. To nikogo nie zachęci do kupna akcji. Zawsze takie kiepskie dane wzbudzały natychmiast obawy o deficyt obrotów bieżących. Jeśli bowiem z produkcją było kiepsko, to z eksportem tym bardziej. Niektórzy analitycy mówią o mniejszej liczbie dni roboczych w kwietniu, ale przecież przewidując 7,5% chyba to wiedzieli?Spekulacja akcjami TMT i Wall Street, która rosła do dnia podwyżki stóp procentowych, znakomicie pomogły naszemu rynkowi we wzroście. Ten bardzo sprzyjający zbieg różnych czynników pozwolił wybić się indeksom z konsolidacji i rozbudził nadzieję na nową hossę. Ja uważam, że to tylko fala B, która albo się już skończyła, albo ma szansę trwać do poziomów określonych przeze mnie w poprzednim artykule.Trzeba, niestety, parę słów poświęcić sytuacji politycznej. Zawierucha w gminie Warszawa Centrum spowodowała napięcia w koalicji, co dodatkowo zwiększa ryzyko polityczne. Co prawda, nie bardzo wierzę, by koalicja chciała popełnić samobójstwo ? za dużo ma do stracenia ? ale zagranica tego bardzo nie lubi. W każdym razie rozpad koalicji spowodowałby duży bałagan i zapewniłby wyjście następnych inwestorów zagranicznych.Sytuacja naszego rynku zależy jednak prawie wyłącznie od rynku amerykańskiego. Globalizacja, o której niedawno pisał w PARKIECIE Grzegorz Zalewski (bardzo ciekawy artykuł), nie pozwala uniezależnić się od tego, co wokół nas ? niestety. Gdyby nasze dane makroekonomiczne były znakomite, możliwe byłoby choć częściowe uniezależnienie. W obecnej sytuacji ten brak korelacji może zaistnieć na paru sesjach na ograniczonej liczbie spółek, czego przykład mieliśmy ostatnio w sektorze TMT.Analizę techniczną zacznę jak zwykle od indeksu cenowego, który już trzeci raz odbija się przy próbie powrotu do opuszczonego kanału trendowego. Jego wygląd nie napawa zbytnim optymizmem, bo ostatni ruch wygląda na klasyczną, już zakończoną falę B. Jednak powrót do kanału trendowego może ten wygląd zmienić. Widać, jak ciężko indeksowi to zrobić.Na wykresie WIG-u widać wyraźnie moment wybicia z trójkąta i próbę przebicia oporu na wysokości 20 400?20 500 pkt. Jak do tej pory przebicie oporu nie udało się, ale obecny ruch można klasyfikować jako powrotny. Dopiero przebicie 19 500 pkt. załamałoby ten ruch i kazałoby myśleć o ponownym teście poziomu 19 000 pkt. I na tym wykresie powstaje pytanie, czy to koniec czy początek fali B.Nie podejrzewam, żeby to był już początek nowej, piątej fali hossy na kontraktach, tyle że tutaj wsparciem stało się 2000 pkt., a oporem jest nadal 2100 pkt. Przebicie któregoś z tych poziomów to sygnał sprzedaży/kupna. Ciekawie w tej sytuacji wygląda moja metoda stosowania średnich TRIN, dająca wyraźnie sygnał kupna. Metoda ta stosunkowo rzadko daje fałszywe sygnały, ale ten spekulacyjny ruch na TMT mógł zaburzyć wykres.Jak zwykle kilka słów na temat sektora TMT. Ten znowu dzieli się na dwa obozy. Może nawet trzy, ale małych spółek nie analizuję, bo często są mocno skupione i utrzymują ceny mimo absurdalnych poziomów. Starczy spojrzeć na C/Z i C/Wk. W pierwszej grupie są TP SA i Elektrim. Obie spółki mają problemy z powodu zadłużenia walutowego, co w sytuacji słabnącego złotego jest szczególnie niemiłe.Jeśli chodzi o Elektrim, to 29 maja wchodzi na rynek kolejna pula tanich akcji (6 mln). Nie pomoże to chyba kursowi. TP SA nadal kształtuje prawe ramię formacji RGR, a Elektrim ciągle jest w fazie ruchu powrotnego do przebitej linii szyi z docelowym kursem ok. 43 zł. Dopiero wyjście kursu powyżej 60 zł zmieniłoby ten obraz. Gdyby jednak realizował dalej formację RGR, to znaczenie tego dla WIG20 byłoby olbrzymie, jako że Elektrim ma ok. 15-proc. udział w tym indeksie. Sygnałem takiego scenariusza byłoby wybicie w dół przez wsparcie na poziomie 51 zł.Pozostałe walory wyglądają bardzo podobnie. Wszystkie (Agora, ComputerLand, Optimus, Prokom, Softbank) doszły na ciągłych do swoich pierwszych linii oporu i zawróciły. Biorąc po uwagę zachowanie Nasdaq, nie wykluczałbym testowania przez nie poprzedniego dna lub jego okolic. Ten test dopiero dałby odpowiedź na pytanie o przyszłość sektora.
Piotr Kuczyńskiwww.analizy.pl