Kryzysy walutowe na świecie

? Tak naprawdę kryzys walutowy mamy wtedy, gdy górę zaczyna brać pogląd, że... właśnie się zaczął. Zdaję sobie sprawę, że jest to tautologia, ale rzeczywiście bardzo wiele zależy od tego, jakie nastroje zaczynają panować wśród inwestorów pod wpływem informacji o trendach makroekonomicznych ? powiedział wczoraj prof. Witold Orłowski z Niezależnego Ośrodka Badań Ekonomicznych podczas seminarium zorganizowanego przez BRE Bank. Jego zdaniem, kryzysy można rozpoznać przede wszystkim po objawach, gdyż ich przyczyny mogą być bardzo różne.Kiedy w latach 1992?93 miał miejsce kryzys Europejskiego Systemu Monetarnego, żadna z trzech najbardziej poszkodowanych walut ? funt, lir i peseta ? nie straciła na wartości więcej niż 25%. W ostatnim czasie więcej niż 25% stracił euro, ale nikt ? jak podkreśla W. Orłowski ? nie mówi o kryzysie. Dla odmiany, w 1997 r. w Czechach, które utrzymywały sztywny kurs walutowy, o załamaniu ekonomicznym przesądziła relatywnie nieduża dewaluacja korony. Czesi za kryzys zapłacili dwuletnią recesją. Kryzys węgierski w 1995 r. zakończył się dwoma latami stagnacji gospodarczej.Pułapka inwestycji zagranicznychDoświadczenie uczy, że o tym, iż zaczyna się kryzys, nie przesądza skala dewaluacji pieniądza krajowego. Dopiero splot kilku innych czynników wywołuje sytuację kryzysową. Należą do nich: szybko rosnąca inflacja, ucieczka kapitałów zagranicznych, a także nacisk pracobiorców na podwyżki płac biorący się z braku zaufania do lokalnej waluty.W. Orłowski przypomniał, że kryzys w Meksyku w 1994 r. był rezultatem połączenia polityki sztywnego kursu walutowego z rozluźnioną polityką fiskalną. Utrzymywał się wysoki deficyt obrotów bieżących, gdyż Meksykanie zachłysnęli się inwestycjami finansowanymi przez zagraniczne kapitały, sami zaś zwiększali konsumpcję. Na dłuższą metę nie mogła dobrze się zakończyć tendencja spadku stopy oszczędzania, przy jednoczesnym wzroście stopy inwestycji (dzięki pożyczonym pieniądzom). ? Amerykanie bardzo chętnie inwestowali w Meksyku, odkąd kraj ten zliberalizował się gospodarczo. Kiedy w Nowym Jorku zauważono, że równowaga ekonomiczna u sąsiadów jest zagrożona, nastąpił odpływ kapitałów. Przy okazji ucierpiała także Argentyna, choć jej sytuacja nie budziła zastrzeżeń. Musimy więc mieć świadomość, że kryzys w Rosji w 1998 r. mógł się przenieść także do Polski ? powiedział wczoraj prof. W. Orłowski.Choroba azjatyckich bankówNiedawne kryzysy w Azji w niewielkim stopniu miały podobne przyczyny, jak załamanie meksykańskie. W krajach Azji Południowo-Wschodniej rachunek bieżący nie był zły. Problemem stały się natomiast nadmierne i nieefektywne inwestycje przedsiębiorstw, finansowane przez słaby sektor bankowy, a w dodatku niefrasobliwie ochraniane przez wielkie gwarancje rządowe. Doszło do tego, że w Tajlandii w 1997 r. odsetek złych długów w tamtejszych bankach wzrósł do 58%.W ogłoszonym wczoraj raporcie analitycy CBM Pekao SA ? Iwona Pugacewicz-Kowalska i Witold Chuść ? przypominają, że na koniec 1999 r. zagraniczne zadłużenie polskich firm (z wyłączeniem kredytów od bezpośrednich inwestorów) wyniosło 12,8 mld USD. Obsługa tego długu obciąża rachunek bieżący bilansu płatniczego. Ekonomiści Pekao SA dodają, że uwolnienie kursu złotego w połowie kwietnia br. powinno zniechęcić niektóre mniejsze firmy krajowe do zadłużania się za granicą, gdyż ryzyko walutowe stało się dla nich zbyt duże.

B.J.