Z tyłu e-sklepu ? czyli o czym nie słychać (2)
Całkowita wartość e-commerce ma osiągnąć w br. 200 mln zł ? prognozuje Wood & Co. Polski e-handel prowadzony w ramach modelu business-to-consumer (B2C) w 1999 r. stanowił jedynie 10% tej kwoty. Lata 1998?99 charakteryzował 400-proc. wzrost. Wynikówza 2000 r. jeszcze nie ma, ale, zdaniem analityków Global eMarketing, ?nie obserwuje się żadnych przesłanek, które wskazywałyby,że dotychczasowe tempo rozwoju zostanie w istotnym stopniu wyhamowane?. Od stycznia do sieci dołączyło 120 wirtualnych sklepów.
E-handel w naszym kraju ciągle charakteryzuje znaczne rozdrobnienie. Traktuje się go jako działalność uboczną, dodatkową. Z tego też względu blisko połowa polskich wirtualnych sklepów posiada w swojej ofercie, zamiast szerokiej gamy produktów i usług, tylko jedną grupę asortymentową.Liczba wirtualnych sklepów, których oferta składa się z ośmiu i więcej grup towarów, jest niewielka ? jedynie 4,2%. Autorzy raportu ?eHandel w Polsce? podkreślają jednak, że przy nakładach koniecznych do stworzenia przedsięwzięcia tego typu, odsetek ten nie wydaje się już tak nieznaczny ? określają go nawet jako ?dużą liczbę?. Sklepy oferujące asortyment 6?7-grupowy to 10% przebadanych witryn.Ponad 1/4 jednoasortymentowych e-sklepów to księgarnie. Także ponad połowa sklepów, które oferują 5 grup produktów, uwzględniła wśród nich książki. Oprogramowanie to jedyny towar prawie w 5% witryn, a same komputery sprzedaje 10% sklepów. Zaobserwowano przy tym, że im większą liczbę grup produktów i usług oferuje sklep, tym częściej należą do nich także software i hardware (w sumie można je kupic w ponad 80% więcej niż 8-asortymentowych witryn).Ciekawą zależność między częstością występowania a liczbą grup asortymentowych można zaobserwować ? pokazuje Global eMarketing ? na przykładzie filmów i multimediów, które nigdy nie występują samodzielnie, nigdy nie stanowią jedynego asortymentu sklepu, a są to przecież jedne z łatwiej dostępnych w polskiej sieci artykułów (sprzedaje je ponad 30% dwu- i więcej asortymentowych e-sklepów).Dobór oferty produktów sklepu on-line jest zazwyczaj odbiciem posiadanej przez firmę oferty off-line. Zdarza się także, że e-sklep łączy asortyment dwóch firm, które w rzeczywistości niewirtualnej łączy np. osoba właściciela.Do rzadkości należą wciąż firmy dla których internet to jedyny kanał sprzedaży. Stanowią one 20,4% wszystkich e-sklepów, a znakomita większość spotykanych w sieci miejsc handlowych to filie spółek off--line ? i nie spotyka się raczej odwrotnych sytuacji. Nie zaobserwowano, by sensu stricto sklep internetowy poszerzał swoją sieć dystrybucyjną w trójwymiarowej rzeczywistości. Odwrotnie ? jak najbardziej. Niektórzy producenci traktują także internet jako substytut dotychczas stosowanego kanału dystrybucyjnego, jakim są pośrednicy.Gazety niejednokrotnie podejmowały już ten temat, ostrzegając, że wirtualna sieć może stanowić zagrożenie dla licznych w sektorze nieruchomości czy ubezpieczeń agentur i agentów. (W sprawie tej głosy są jednak podzielone. Niektórzy podkreślają, że w przypadku ubezpieczeń osobisty kontakt z przedstawicielem danej firmy jest nieodzowny, bo określenie sumy ubezpieczenia nie należy do najprostszych, a ocena zniszczeń, gdy przychodzi do wypłaty odszkodowania, ma nierzadko subiektywny, uznaniowy charakter).Autorzy raportu o polskim e-handlu pytali swoich respondentów ? wirtualne sklepy ? o proporcje, w jakich pozostawała wartość obrotów uzyskiwanych z działalności on-line do całkowitych obrotów podmiotu. Nie potrafili oni na to pytanie odpowiedzieć. Wynikało to z niewielkiego udziału tego wskaźnika w całkowitych przychodach (razem: off i on-line), co z kolei przekładało się na brak wnikliwych analiz.Tylko ok. 20% polskich e-sklepów nie wywodzi się z firm off-line, przy tym większość z nich to niewielkie sklepiki prowadzone w mieszkaniu właściciela, często nie stanowiące jedynego źródła utrzymania. Duże sklepy w tej grupie to niewielki procendna nie przypomina amerykańskiego Amazon.com. Duże sklepy bez odpowiednika off-line to ?internetowe projekty gigantów polskiej gospodarki?, zazwyczaj z branży teleinformatycznej ? stwierdza raport.Jednym z najważniejszych kryteriów oceny działalności wirtualnego sklepu ? niezależnie, czy jest to filia, czy spółka-matka ? są generowane przychody. Łącznie w 1999 r. internetowe witryny miały wpływy rzędu 20 mln zł. Rok wcześniej ? jedynie 5 mln zł, co oznacza 400-proc. wzrost. Najliczniejszą grupę w 1999 r. stanowiły sklepy, których przychody nie przekroczyły 10 tys. zł. 9% witryn zanotowało sprzedaż rzędu 100?200 tys. zł, a jedynie 3% handlujących on-line udało się uzyskać wpływy powyżej 200 tys. zł.Dane za 1998 r. (wykres) nie pokazują znaczącego wzrostu w grupie witryn o najniższej sprzedaży. Z drugiej strony, widoczny jest spadek wśród tych o wyższej wartości wskaźnika. 3-proc. udział e-sklepów o przychodach powyżej 200 tys. zł to efekt obecności na rynku silnego gracza, który od samego początku skoncentrował się na działalności w sieci (DT Centrum? ? red). Dzięki temu także w początkowej fazie swojej działalności odnotował znaczne wpływy. Co istotne, badanie objęło mniej niż 1/4 z obecnych w 1998 r. w sieci ponad 200 witryn. 3% mieści się w granicach błędu statystycznego.Wprawdzie liczba transakcji zawartych na stronie internetowej nie przekłada się bezpośrednio na ich wartość, to daje ona pewne pojęcie o popularności i kondycji danego e-sklepu. Nieco ponad 20% witryn osiągnęło w 1999 r. sprzedaż powyżej 50 tys. zł. Taki sam odsetek charakteryzuje liczba ponad 100 zawartych co miesiąc transakcji. Równe 50% respondentów zapytanych o powody, dla których decydują się na zakupy w sieci, stwierdziło, że to wygodne.cdn.
Kolumnę przygotowuje
Urszula Zielińska