Komisja Finansów Publicznych odrzuciła w czwartek w pierwszym czytaniu projekt rezolucji, w której Sejm wezwałby rząd do przygotowania nowelizacji budżetu na 2000 rok, przewidującej w tym roku dodatkową waloryzację emerytur i rent. Projekt rezolucji złożyła w Sejmie grupa posłów SLD reprezentowanych przez Macieja Manickiego. W rezolucji Sejm miałby wezwać rząd do przedłożenia do 15 listopada projektu nowelizacji tegorocznego budżetu, pozwalającej na dodatkową waloryzację emerytur i rent, zgodną z rzeczywistym wzrostem cen. Zgodnie z ustawą o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych z 1998 roku, waloryzacja emerytur i rent jest dokonywana co roku zgodnie ze wskaźnikiem waloryzacji założonym w ustawie budżetowej na dany rok, który z kolei jest ściśle powiązany z założonym w budżecie wskaźnikiem średniorocznej inflacji. Jeśli rzeczywista inflacja okaże się wyższa niż rząd założył w budżecie, to w następnym roku rząd jest zobowiązany do dodatkowej, jednorazowej waloryzacji wyrównawczej, tak aby renty i emerytury z FUS były podwyższone o różnicę między rzeczywistym a założonym wskaźnikiem wzrostu cen konsumpcyjnych. W budżecie na 2000 rok rząd założył, że inflacja średnioroczna wyniesie 5,7 proc., a emerytury i renty wzrosną o 6 proc., czyli 0,3 proc. ponad założoną inflację. O tyle emerytury i renty zostały podwyższone w czerwcu. Tymczasem inflacja średnioroczna waha się od początku roku w granicach 10,3-10,4 proc. W lipcowych założeniach do budżetu na 2001 rok rząd prognozował, że w skali całego 2000 roku wskaźnik ten wyniesie 9,1 proc. Natomiast Rządowe Centrum Studiów Strategicznych szacuje, że średnioroczna inflacja wyniesie w 2000 roku 10-10,5 proc. "Mechanizm waloryzacji przewidziany w ustawie o emeryturach i rentach nie jest pomyślany na tak duże rozbieżności między inflacją założoną w budżecie a rzeczywistą. Nie jest też obliczony na to, że rząd świadomie i z premedytacją zaniży wskaźnik inflacji zapisany w ustawie budżetowej" - powiedział Manicki uzasadniając potrzebę dokonania wcześniejszej, niż przewiduje ustawa, waloryzacji wyrównawczej. Jego zdaniem dzięki zwaloryzowaniu emerytur i rent w czerwcu tego roku, zgodnemu z ustaw budżetową na 2000 rok, średnia emerytura wzrosła o 40 zł miesięcznie. "Natomiast gdyby waloryzacja była zgodna z rzeczywistym wzrostem cen, podwyżka powinna wynosić około 100 zł miesięcznie" - wyjaśnił Manicki. Według wiceministra finansów Haliny Wasilewskiej-Trenkner waloryzacja wyrównawcza powinna nastąpić dopiero "pod rządami" budżetu na kolejny rok, bo będzie on przewidywał na ten cel stosowne środki. "To wyrównanie waloryzacji w 2001 roku rząd planuje w przygotowywanym projekcie ustawy budżetowej. Wyniesie to około 3,1 mld zł - jeśli chodzi o samo wyrównanie. Pociąga to za sobą również zwiększenie nakładów niezbędnych na normalną, coroczną waloryzację emerytur i rent w 2001 roku. W sumie można powiedzieć, że koszty niedoszacowania inflacji w 2000 roku wyniosą w budżecie następnego roku ponad 5,4 mld zł" - powiedziała Wasilewska-Trenkner. Dodała, że rząd "nada swoim zamiarom dosyć zdecydowany kształt", kierując niebawem do Sejmu projekt ustawy zakładający, że waloryzacja wyrównawcza nastąpi nie w połowie 2001 roku, jak przewiduje ustawa o emeryturach i rentach, ale że kwoty na ten cel zostaną uruchomione już w lutym. Ewa Lewicka-Banaszak, pełnomocnik rządu do spraw reformy zabezpieczenia społecznego, powiedziała PAP, że projekt ustawy dotyczący wcześniejszej wypłaty waloryzacji wyrównawczej jest na etapie uzgodnień międzyresortowych. "Prace nad nim powinny się wkrótce zakończyć, a Rada Ministrów zajmie się nim prawdopodobnie za dwa tygodnie" - dodała. Przeciwni zmianie tegorocznej ustawy budżetowej byli również niektórzy posłowie. "Ta korekta budżetu, o którą chodzi w rezolucji, skutkowałaby zwiększeniem deficytu budżetowego, a to pogorszyłoby i tak już nienajlepszy obraz polskiej gospodarki na rynkach światowych" - mówił Andrzej Wielowieyski (UW).Podobny pogląd wyraziła min. Wasilewska-Trenkner."Nie ma możliwości wykonania tej rezolucji bez zwiększenia deficytu budżetowego ze wszystkimi tego negatywnymi reperkusjami, tak na arenie krajowej - bo to prowadziłoby wprost do zwiększenia stóp procentowych przez RPP - jak i na arenie międzynarodowej, bo to prowadzi do pogorszenia ocen, jakie Polska zbiera na rynkach światowych. To z kolei oznacza zmniejszenie napływu inwestorów zagranicznych i dalsze trudności w negocjacjach z Unią Europejską" - powiedziała. Te argumenty przekonały ostatecznie większość komisji, która 11 głosami za, wobec siedmiu głosów przeciw, przyjęła wniosek o odrzucenie rezolucji. Przeciwni rezolucji byli posłowie z AWS i UW, poparli ją natomiast posłowie z SLD i PSL.(PAP)