Skład akcjonariatu ogranicza potencjał wzrostowy akcji
Większość giełdowych spółek z Małopolski ma inwestorów strategicznych. Rozwiązana kwestia kontroli właścicielskiej sprawia, że coraz trudniej znaleźć wśród nich okazje do zarobków. Nie oznacza to jednak, że ich zupełnie nie ma.Podobnie jak inne banki notowane na GPW, dwa giełdowe banki rodem z Małopolski przejęte już zostały przez inwestorów strategicznych. Inwestorzy zarabiający pieniądze na wyszukiwaniu okazji związanych z transakcjami M&A mogą więc zająć się tropieniem kandydatów do przejęcia gdzie indziej. Nie oznacza to bynajmniej, że w ogóle nie ma szans na zyski.Największą pod względem kapitalizacji spółką regionu jest kontrolowany przez Bayerische Hypo- und Vereinsbank krakowski Bank Przemysłowo-Handlowy. Niemcy mają ponad 80% głosów na WZA BPH. Bank ten wkrótce połączy się z warszawskim Powszechnym Bankiem Kredytowym, kontrolowanym z kolei przez kapitał austriacki. Informacje o fuzji obydwu instytucji doprowadziły kilka tygodni temu do gwałtownego, aczkolwiek krótkotrwałego, wzrostu kursu akcji BPH do poziomu 250 zł.Choć w przypadku BPH wszystkie karty zostały rozdane, wiele wskazuje, że spółka pozostanie nadal w orbicie zainteresowania inwestorów ze względu na stosunkowo duży free float. Akcje BPH, podobnie zresztą jak innych banków przejętych przez inwestorów strategicznych, będą kupowane przez inwestorów instytucjonalnych. Świadczy o tym zachowanie akcji BPH w czasie zapoczątkowanego w październiku minionego roku trendu wzrostowego na GPW. Wygenerowany on został w dużej mierze przez banki, wśród których był również BPH. Jego akcje kosztowały w październiku około 180 zł.Giełdowa wycena BPH będzie w dużej mierze zależeć od polityki głównego akcjonariusza. Niemcy deklarują, że pozostawią BPH na GPW. Zakładając stopniowy wzrost znaczenia polskiego rynku jako miejsca pozyskiwania nowych kapitałów na rozwój, takie rozwiązanie wydaje się zadowalać zarówno głównego akcjonariusza, jak i mniejszościowych.Wzrostowy trend cen banków nie obiął akcji innego z krakowskich banków ? Banku Współpracy Regionalnej. Ponad 90% jego walorów należy do Deutsche Banku. Akcje BWR należą do grupy najmniej płynnych walorów na warszawskiej giełdzie i to ? w przeciwieństwie do BPH ? wyklucza zainteresowanie nimi inwestorów instytucjonalnych. Walory BWR konsekwentnie tracą na wartości od stycznia 2000 r. ? z 3,9 zł zostały przecenione na 1,7 zł.Zgodnie z deklaracjami głównego akcjonariusza, BWR zostanie jeszcze w tym roku odsprzedany spółce zależnej Deutsche Bank ? DB 24, specjalizującej się w bankowości detalicznej. Niewykluczone że BWR zmieni nazwę na DB 24. To, czy na akcjach BWR będzie można zarobić, zależy natomiast od samego Deutsche Banku.Podobna sytuacja, jak z BWR, ma miejsce w dawnym PPABanku, który zmienił nazwę na Fortis Bank. Decyzją nowych właścicieli bank zmienił także adres ? z Krakowa przeniósł się do Warszawy.Internetowe gwiazdkiW czasie internetowej hossy na początku ub.r. nowosądecki Optimus zyskał miano pierwszej polskiej spółki nowej gospodarki. Analityków i inwestorów interesowała przede wszystkim internetowa część firmy, czyli Optimus Pascal, właściciel większościowego pakietu udziałów portalu Onet.pl. W połowie listopada 1999 r. akcje Optimusa kosztowały około 46 zł, natomiast 10 marca 2000 r. ? w szczycie internetowej hossy ? osiągnęły cenę 364,5 zł.Posiadanie cennego aktywu, jakim jest Onet, spowodowało wzrost zainteresowania analityków Optimusem. Do historii polskiego rynku kapitałowego przeszła marcowa rekomendacja ABN Amro, w której jeden walor spółki wyceniono na 509,8 zł. Wielu inwestorów, którzy kupowali Optimusa w okolicach szczytu, do dziś powołuje się na ten raport, jako przykład wprowadzania rynku w błąd przez analityków. Jaka jest prawda, tego prawdopodobnie się nie dowiemy. Porównując inne rekomendacje dla spółek tzw. nowej gospodarki z tego okresu, można jednak dojść do wniosku, że rekomendacja ABN Amro została wydana w dobrej wierze.Na początku 2000 r., kiedy ceny akcji firm kojarzonych z nowymi technologiami wystrzeliły w górę, nikt tak naprawdę nie potrafił wycenić nowej gospodarki. Wyceniając portale internetowe mnożono więc zazwyczaj liczbę ich subskrybentów przez określoną sumę pieniędzy. Tak też uczyniono w przypadku Optimusa ? rekomendacja wyceniająca jeden walor na 509,8 zł różniła się od wcześniejszej rekomendacji (wycena 210 zł) głównie sumą, na jaką wyceniono jednego użytkownika portalu. Patrząc z dzisiejszej perspektywy można śmiało założyć, że Optimus przeżyłby hossę, nawet gdyby nie posiadał Onetu, gdyż inwestorzy kupowali wówczas ?w ciemno? wszystko, co kojarzyło się z nowymi technologiami.Błogosławieństw hossy internetowej doświadczyli także właściciele akcji ComArchu. Obserwując przebieg notowań Optimusa i ComArchu w ostatnich miesiącach nie trudno dojść do wniosku, że inwestorzy bardzo uważnie przyglądają się zarówno samym spółkom, jak i temu, co z akcjami firm tzw. nowych technologii dzieje się na amerykańskim rynku Nasdaq.Dla przyszłego przebiegu kursów spółek IT bardzo istotne znaczenie ma struktura akcjonariatu. Wiele osób, które kupowały papiery w czasach e-uforii chciałoby się ich pozbyć przy nieco wyższych poziomach. Nieoczekiwany zwrot na rynku sprawił, że wielu inwestorów krótkoterminowych siłą rzeczy przekształciło się w długoterminowych. Upływ czasu powoduje naturalnie narastanie pesymizmu wśród tej grupy, co z kolei rodzi stałą presję podażową. Zgodnie z książkowymi teoriami, ceny akcji powinny zacząć iść do góry, kiedy wyczerpie się ta presja i akcje sprzedadzą wszyscy, którzy nie liczą na cud.Czy cud się wydarzy? Bardzo prawdopodobne. Byłaby nim z pewnością znacząca poprawa sytuacji finansowej firm teleinformatycznych i internetowych. Obserwacja wydarzeń za Atlantykiem nakazuje jednak zachować daleko idącą ostrożność.W zupełnie innych czasach zadebiutowała na giełdzie krakowska Interia, spółka zależna ComArchu i radia RMF FM. Jej niedługa historia na GPW nie pozwala wysnuwać zbyt wielu wniosków. Jest jednak pewne, że Interia nie może liczyć na pobłażliwą ocenę inwestorów. Jako pierwsza stricte internetowa firma na GPW będzie uważnie obserwowana przez inwestorów. Od tego, jak potoczą się losy Interii, zależy w dużej mierze sukces lub porażka innych spółek nowych technologii, poszukujących kapitału na giełdzie.Branża metalowa może zaskoczyćNie mają powodów do radości inwestorzy posiadający akcje dwóch małopolskich spółek z branży metalowej ? Kęt i Stalproduktu. Mimo iż sytuacja obydwu firm nie jest najgorsza, nie odzwierciedla tego w pełni kurs ich akcji.Akcje Zakładów Metali Lekkich Kęty zaczęły gwałtownie tracić na wartości w połowie ubiegłego roku, po tym jak spółka opublikowała wyniki po dwóch kwartałach. Gorsze wyniki, do których przyczyniły się w dużej mierze czynniki niezależne od spółki, jak np. relacje kursowe, wzrost cen aluminium czy wzrost oprocentowania kredytów oraz wojna cenowa na rynku opakowań, spowodowały w krótkim czasie przecenę akcji z ponad 60 zł do mniej niż 40 zł. Bezpośrednim powodem spadku było zapewne ?wyjście? z akcji dużego akcjonariusza. Przy ówczesnej ogólnej dekoniunkturze na GPW i niechęci do inwestowania ze strony funduszy emerytalnych musiało to zakończyć się dużym spadkiem.Wszystko wskazuje na to, że najgorsze czasy Kęty mają już za sobą, co ? według zarządu spółki ? będzie widoczne bardzo dobrze w wynikach za I kwartał tego roku. Prawdopodobnie pod koniec roku rozpoczną się rozmowy z potencjalnym inwestorem, którym ? zdaniem przedstawicieli spółki ? mógłby zostać podmiot zaliczający się do ścisłej światowej czołówki przemysłu aluminiowego.Dobre wyniki finansowe w 2000 r. nie przekładają się w żaden sposób na kurs Stalproduktu, dawniej spółki zależnej Huty im. Sendzimira, specjalizującej się w produkcji kształtowników stalowych (np. barier energochłonnych) oraz blach transformatorowych. Akcje Stalproduktu przeżywały hossę do sierpnia ub.r. i ? co ciekawe ? szły wówczas pod prąd rynkowego trendu. Do wzrostu kursu przyczyniły się m.in. zakupy dokonywane przez spółkę zależną. Wiele wskazuje, że w Stalprodukcie trwa coś w rodzaju ?porządkowania akcjonariatu?. Członkowie rady nadzorczej co pewien czas informują np. o zakupach akcji uprzywilejowanych (pracowniczych). W listopadzie zakończyło się wezwanie ogłoszone przez prezesa jednej z zależnych spółek na akcje uprzywilejowane. Na razie nie wiadomo, jaki cel przyświeca porządkom.Trudny zarobek na piwieNa terenie Małopolski swoje siedziby mają dwaj najwięksi polscy producenci piwa: należący do Heinekena Żywiec oraz kontrolowany przez duńskiego Carlsberga Okocim. dokończenie str. IIIdokończenie ze str. iBranża piwna reprezentowana jest także przez Strzelca. We wszystkich trzech przypadkach inwestorzy indywidualni nie mają powodów do radości, kursy małopolskich spółek piwnych znajdują się od wielu miesięcy w trendzie spadkowym.Do złych notowań browarów przyczynia się z pewnością ich struktura właścicielska. Żywiec ? jeden z giełdowych beniaminków ? jest dziś jedną z najmniej płynnych spółek warszawskiej giełdy. Priorytetem Heinekena, posiadającego bezpośrednio 51% głosów na WZA (30% Żywca ma zaprzyjaźniona z Heinekenem holenderska spółka Harbin) jest z pewnością utrzymanie pierwszej pozycji na coraz trudniejszym rynku, a nie rosnący kurs akcji. Nie udaje się jednak ani jedno, ani drugie.Przez kilka lat sprzedaż piwa w Polsce rosła w bardzo szybkim tempie, jasne więc było, że kiedyś dynamika musi ulec osłabieniu. Stało się to w ub.r., czemu sprzyjało niezbyt udane lato. Niższa sprzedaż oraz gorsze zyski Żywca to również efekt narastającej konkurencji ze strony Kompanii Piwowarskiej oraz problemów z niektórymi markami (szczególnie z EB).Niższe przychody ze sprzedaży (wolumen sprzedaży był o 12% niższy niż w 1999 r.) zanotował również Okocim. Spółka ta przyniosła 30 mln zł straty netto w 2000 r. Wyniki brzeskiego browaru negatywnie zaskoczyły analityków. Zwracali oni uwagę, że Okocim od wielu lat ma niespójną politykę marketingowo-inwestycyjną. Częste zmiany prezesów, kontrowersyjne umowy z dystrybutorami przyczyniły się do spadku udziału browaru w rynku piwa (z ok. 10% do 6,5% obecnie).Czynnikiem, który korzystnie wpłynąłby na kurs akcji Okocimia, byłyby z pewnością aktywne działania głównego akcjonariusza. Od czasu do czasu pojawiają się spekulacje, iż Carlsberg mógłby sprzedać Okocim. Duńczycy jednak zaprzeczają. Powodem spadku kursu Małopolskiego Browaru Strzelec są zarówno problemy branży, jak i problemy samej spółki, która zaangażowała się w walkę z Józefem Hubertem Gierowskim o kontrolę nad lubelską Perłą.Małe spółki z różnych workówSpółki notowane w systemach jednego i dwóch fixingów powoli wypadają z kręgu zainteresowania inwestorów indywidualnych. W większości z nich podstawowym czynnikiem zniechęcającym od większego zaangażowania inwestorów jest struktura akcjonariatu.Przykładem spółki, w której struktura właścicielska znacznie utrudnia zmiany kursu akcji, jest dobczycki Unimil. Od czasu przejęcia spółki przez niemiecką grupę Condomi ? za sprawą odkupienia akcji uprzywilejowanych ? obroty na Unimilu znacząco zmalały.Taka sytuacja nie jest jednak regułą. Firmą, która nie pozyskała dotąd inwestora, jest krakowski Wawel. Spółka informowała wcześniej, że na przełomie 2000 i 2001 r. rozpocznie rozmowy w sprawie pozyskania strategicznego partnera. Podczas ostatniego NWZA pojawił się projekt uchwały, która miała zadecydować o skreśleniu z listy akcjonariuszy kontrolujących ponad 40% głosów na WZA ? Eugeniusza Małka oraz spółek ?Dot? i ?Wik. Nie jest jasne, co było powodem próby przegłosowania takiej uchwały. Niewykluczone że może to być zapowiedź konfliktu akcjonariuszy. Jak wskazują przykłady z historii giełdy, konflikty zazwyczaj przekładają się na wycenę akcji.
Grzegorz Brycki