Reklama

Nasza praca to partia szachów na statku

Wojciech Kozłowski | Ze zwycięzcą rankingu na najlepszego analityka rozmawia Przemysław Tychmanowicz

Publikacja: 07.01.2016 05:11

Wojciech Kozłowski, analityk roku, paliwa, chemia Ipopema Securities. Wojciech Kozłowski oprócz tego

Wojciech Kozłowski, analityk roku, paliwa, chemia Ipopema Securities. Wojciech Kozłowski oprócz tego, że wygrał ogólny ranking, zwyciężył również w dwóch kategoriach sektorowych. Okazał się najlepszym specjalistą od spółek paliwowych, a także najlepszym analitykiem sektora chemicznego. W obu tych kategoriach wyprzedził Kamila Kliszcza z DM mBanku.

Foto: Archiwum

Na rynek kapitałowy trafił pan przez przypadek czy może od początku marzyła się panu praca ściśle związana z giełdą?

Zawsze interesowałem się gospodarką, stąd decyzja o studiach na kierunku ekonomicznym. Po ich ukończeniu miałem zamiar podjąć pracę w jednej z państwowych instytucji finansowych. W przeddzień jej rozpoczęcia zadzwonił do mnie jednak Szymon Ożóg, ówczesny szef działu analiz BESI, do którego dość przypadkowo trafiło moje CV. I w zasadzie za jego sprawą zaczęła się moja przygoda z giełdą.

Jak wiele czasu poświęca pan teraz pracy?

Praca w biurze maklerskim wymaga dużego zaangażowania czasowego i nie kończy się ona wcale po powrocie do domu. Wydaje mi się, że każdy analityk obserwuje rzeczywistość przez pryzmat sektorów, którymi się zajmuje. Żeby prawdziwie odpocząć, trzeba więc oszukać świadomość. Mogę powiedzieć, że pracuję dużo, odpoczywam mniej, ale za to intensywnie.

Co jest najtrudniejsze w pracy analityka?

Reklama
Reklama

Pracę tę porównałbym do obserwacji partii szachów na statku. Graczami są spółki i instytucje, których ruchy na spokojnym morzu są zazwyczaj optymalne, ale kiedy nadchodzi sztorm, każdy stara się nie wypaść z szachownicy, ewentualnie „pomóc" w tym innym. Najtrudniejsze w pracy analityka jest więc przewidzenie tych optymalnych ruchów oraz sztormów. Zawód ten wymaga też dużej pokory, wyciągania wniosków z niepowodzeń.

Specjalizuje się pan m.in. w branży chemicznej oraz spółkach paliwowych. Jaki to może być dla nich rok?

Sądzę, że najbliższy rok powinien być pod względem wyników dobry dla rafinerii i spółek chemicznych, które korzystają z niskich cen surowców oraz mocnego dolara. Jest to jednak w znacznym stopniu wycenione przez rynek, patrząc na kursy akcji. Szans na zarobienie pieniędzy upatrywałbym więc w odpowiedniej selekcji spółek o ekspozycji wydobywczej, mocnym bilansie. Przykładem takiej firmy w Polsce jest moim zdaniem PGNiG, w przypadku którego istnieje też szansa na hojną dywidendę. Uważam, że ceny ropy, a w szczególności ceny gazu, w Europie mogą nas pozytywnie zaskoczyć w drugiej połowie 2016 r. Sądzę, że produkcja ropy cechuje się pewną bezwładnością i z opóźnieniem, ale istotnie zareaguje na spadek inwestycji obserwowany w branży od końca 2014 r. W przypadku gazu wskazujemy na ryzyko pojawienia się ceny oligopolistycznej, co wiązałoby się z jej wzrostem o nawet 30–40 proc. Taki scenariusz jest możliwy, jeżeli któryś z trzech kluczowych graczy (tj. Gazprom, Statoil, Qatargas) zdecydowałby się na zmniejszenie sprzedaży do Europy – dla każdego z nich byłoby to posunięcie optymalne, co uprawdopodobnia takie działanie.

Jest pan również szefem działu analiz w Ipopemie. W związku z tym pytanie bardziej ogólne: jaki to będzie rok dla polskich indeksów i na które branże i spółki warto zwrócić uwagę?

Razem z zespołem jesteśmy przed wydaniem strategii rocznej, dlatego na razie wolałbym wstrzymać się z wydaniem opinii na ten temat. Niewątpliwie sytuacja na polskim rynku jest trudna, gorsza niż na rynkach Europy Zachodniej, gdyż w wycenach spółek materializują się lokalne czynniki ryzyka. Moment, w którym panuje duża zmienność, niska przewidywalność, a inwestorom zaczyna brakować optymizmu, jest też dobry do zarabiania pieniędzy, choć większą uwagę trzeba zwrócić na selekcję i zarządzanie ryzykiem portfela.

Jakie stawia pan sobie cele na przyszłość? Pana poprzednicy z Ipopemy przeszli na „drugą stronę mocy", czyli do TFI. Pan też o tym myśli?

Reklama
Reklama

W Polsce analitycy biur maklerskich najczęściej trafiają do funduszy inwestycyjnych. Znacznie rzadziej jednak niż za granicą analitycy idą do spółek – do działów relacji inwestorskich, strategii, fuzji i przejęć czy finansów. Staram się koncentrować na tym, żeby kształcić się w ramach sektorów, którymi się zajmuję, i to jest mój cel zawodowy. Praca w ambitnym, pracowitym zespole analiz Ipopemy pozwala mi czuć się zawodowo spełnionym.

Gospodarka
Na świecie zaczyna brakować srebra
Patronat Rzeczpospolitej
W Warszawie odbyło się XVIII Forum Rynku Spożywczego i Handlu
Gospodarka
Wzrost wydatków publicznych Polski jest najwyższy w regionie
Gospodarka
Odpowiedzialny biznes musi się transformować
Gospodarka
Hazard w Finlandii. Dlaczego państwowy monopol się nie sprawdził?
Gospodarka
Wspieramy bezpieczeństwo w cyberprzestrzeni
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama