Kto go wsparł? Dużą rolę odegrali ci inwestorzy, którzy zostali do tego zmuszeni, a więc m. in. specjaliści od krótkiej sprzedaży, dilerzy na rynku opcji, a także gracze zwani ilościowymi traderami (quantitative traders).
W znacznym stopniu dzięki nim S&P500 w skróconym tygodniu zyskał 3,7 proc. mimo fali sprzedaży akcji przez day traderów i fundusze oraz jastrzębich pohukiwań Jerome’a Powella, szefa banku centralnego.
Grających na krótko, których pozycje wydawały się prorocze w tym niedźwiedzim roku zaskoczyła zwyżka notowań zmuszająca ich do kupna akcji.
Kiedy ceny akcji ruszyły w górę do zakupów tych walorów przystąpili też dilerzy opcji, którzy znaleźli się po drugiej stronie rynku pochodnych i zostali zmuszeni do utrzymania neutralnej pozycji, wyjaśnia Bloomberg.
Inwestorzy indywidualni, którzy chętnie kupowali taniejące akcje przez większą cześć „postpandemicznej epoki” ponownej ocenie poddają bycze nastawienie.
W tygodniu zakończonym w miniony wtorek po raz pierwszy od czerwca pozbywali się akcji, wskazują szacunki ekspertów banku JPMorgan Chase.
Co dalej? Wprawdzie dyskusyjne jest to jak wiele złych informacji jest już w cenach, ale niektórzy specjaliści uważają, że dominujący sceptycyzm napawa optymizmem.
Należy do nich Andrew Slimmon, globalny zarządzający w Morgan Stanley Investment Management.
- Nastawienie do rynku jest ogromnie negatywne i to jest ekstremalnie kontrariański sygnał – przekonuje ekspert.