Rosnące ceny żywności, paliw oraz innych dóbr codziennego użytku zawsze były paliwem politycznym. Prowadziły do upadku rządów, zamieszek i buntów społecznych. Z bliższych nam czasowo przykładów: wysokie ceny żywności były detonatorem tzw. Arabskiej Wiosny, czyli fali zamieszek, rewolucji oraz wojen domowych w państwach arabskich, która zaczęła się w 2011 r. Obecnie znów widzimy, że rosnące koszty życia wyprowadzają w niektórych krajach gniewnych ludzi na ulicę. W nocy z 9 na 10 maja tłum demonstrantów podpalił rezydencję szefa rządu Sri Lanki, a ustępujący premier Mahinda Rajapaksa musiał zostać ewakuowany przez wojsko. Inflacja konsumencka wynosiła na Sri Lance w kwietniu rekordowe 29,8 proc. r./r. (Bardziej dotkliwym problemem są tam chyba tylko niedobory paliw i wyłączenia prądu.) W drugim tygodniu maja doszło natomiast w Iranie do gwałtownych protestów w miastach na prowincji. Sprowokowała je podwyżka cen pieczywa sięgająca nawet 300 proc. (Inflacja w Iranie wynosiła w kwietniu 35,6 proc.) Takich oznak niezadowolenia społecznego może być więcej, gdyż wojna w Ukrainie wraz z klęskami naturalnymi podsyciła wzrost cen żywności. Polityczne skutki drożyzny będą też odczuwalne w gospodarkach rozwiniętych.