To koniec pewnej epoki. Shinzo Abe, najdłużej sprawujący władzę premier w dziejach Japonii (rządzący w latach 2006–2007 i w 2012–2020), złożył dymisję, do czego zmusiła go choroba. Inwestorzy traktowali go jak człowieka instytucję. Abe wdrożył lubianą przez rynki politykę gospodarczą zwaną „abenomiką". Rządowa stymulacja fiskalna skoordynowana z wielkim luzowaniem polityki pieniężnej przez Bank Japonii mocno przyczyniła się do tego, że jen osłabł od grudnia 2012 r. o ponad 20 proc. wobec dolara. Pomogło to japońskim eksporterom, przyciągnęło do Kraju Kwitnącej Wiśni więcej turystów i było pomocne w walce o wyrwanie Japonii z deflacji. W dołku z 2015 r. za 1 USD płacono nawet ponad 125 jenów. Nikkei 225 zyskał w ciągu blisko ośmiu lat ponad 125 proc. (w tym czasie amerykański S&P 500 wzrósł o około 145 proc., a WIG20 spadł o prawie 30 proc.). Wieść o dymisji japońskiego premiera wywołała więc lekki niepokój na giełdach. Szybko on jednak zniknął, gdy okazało się, że następcą Abe będzie jego bliski współpracownik Yoshihide Suga.