Wczorajszy spadek indeksu WIG20 o 4,5 proc. mógł zmrozić inwestorów i wlać w ich serca wiele obaw. Tym bardziej że wskaźnik największych spółek złamał też poziom 3300 pkt, który ma znaczenie z punktu widzenia analizy technicznej. Początek środowej sesji przyniósł jednak odreagowanie spadków i przynajmniej na chwilę można było odetchnąć nieco z ulgą. Po godz. 10.00 WIG20 zyskiwał na wartości blisko 2 proc. W gronie największych spółek obserwowaliśmy rano praktycznie komplet zieleni. Wyjątkiem były papiery Orange Polska. Największe wzrosty notuje dzisiaj z kolei KGHM. Akcje miedziowego giganta rosły rano 4,5 proc. Kolor zielony przeważał rano także w segmencie średnich i małych spółek. mWIG40 zyskiwał 1,3 proc., a sWIG80 rósł 1,9 proc.
Czytaj więcej
Rynek wszedł w okres podwyższonej zmienności. W co inwestować w marcu? Eksperci szukają m.in. bez...
Giełdy nie boją się już wojny?
Poprawę nastrojów widać także na rynkach europejskich, chociaż nie jest ona aż tak wyraźna, jak w przypadku GPW. Niemiecki DAX zyskiwał rano około 0,6 proc., a francuski CAC40 rósł 0,3 proc. Ciekawy przebieg miała wczorajsza sesja na Wall Street. Początkowo zagościły tam wyraźne spadki, ale ostatecznie S&P 500 stracił „tylko” 0,9 proc., a Nasdaq obniżył się o ponad 1 proc. – Niewątpliwie pomogło w tym cofnięcie notowań ropy naftowej po tym, jak D. Trump ogłosił, że instytucje rządowe USA włączą się w proces udzielania ubezpieczeń dla całego handlu morskiego przepływającego przez Cieśninę Ormuz. Amerykański prezydent zapewnił również, że jeśli zajdzie taka potrzeba, marynarka wojenna USA rozpocznie eskortowanie tankowców przez cieśninę – wskazuje Patryk Pyka z DI Xelion. Zwraca on jednak uwagę, że czas działa na niekorzyść rynków. – Im dłużej Cieśnina Ormuz pozostanie zamknięta, tym większe będą szkody wynikające z zaburzeń w łańcuchach dostaw. W naszym scenariuszu bazowym zakładamy jednak, że taki stan nie może potrwać zbyt długo, ponieważ w przypadku blokady cieśniny nie ma wygranych – są jedynie mniej lub bardziej przegrani. Należy pamiętać, że wciąż mówimy o zaburzeniach w łańcuchach dostaw, a nie o trwałej destrukcji podaży. Jeśli z Bliskiego Wschodu nie napłyną informacje o istotnych uszkodzeniach infrastruktury wydobywczej, każda forma deeskalacji może oznaczać wyraźne spadki cen ropy i gazu. Potwierdza to kształt krzywej terminowej, która silny wzrost cen ropy dyskontuje głównie w krótkim terminie (wyraźne backwardation) – podkreśla Pyka.
Dolar słabszy, bitcoin znów błyszczy
Fatalną sesję zaliczył w nocy koreański Kospi, który spadł o ponad 12 proc. Rynek ten zaczął rok jednak w imponującym stylu i od pewnego czasu wieszczono tam korektę. A skoro znalazł się pretekst, to i mieliśmy mocny ruch w dół.
Czytaj więcej
Złoty w środowy poranek próbował odrabiać poniesione przez dwa dni straty. W kalendarzu mamy jedn...