Przez długi czas wtorkowej sesji indeksy notowały niewielkie zmiany. Oznacza to, że WIG20 utknął pod szczytem hossy w okolicach 3300 pkt. Nieco więcej działo się pod koniec notowań. Problem jednak w tym, że do ataku przystąpiły niedźwiedzie.
Wydarzeniem dnia była publikacja danych o inflacji ze Stanów Zjednoczonych. To one tak naprawdę nadały kierunek rynkom. Dane dały bowiem pretekst Rezerwie Federalnej do zrobienia przerwy w procesie obniżek stóp procentowych. Grudniowy odczyt CPI pokazał bowiem, że inflacja w USA utrzymuje się na poziomie 2,7 proc. rok do roku, a inflacja bazowa, czyli bez cen energii i żywności, wyniosła 2,6 proc. r/r. To zmąciło spokój inwestorów.
W efekcie, kiedy zaczął się handel na Wall Street mieliśmy przewagę koloru czerwonego. To była także wskazówka dla europejskich rynków odnośnie do tego, w jakim stylu kończyć wtorkową sesję. WIG20 na ostatniej prostej zjechał więc pod kreskę i pozostał tam już do końca dnia. Samą skalę przeceny ciężko uznać za istotną, gdyż WIG20 stracił zaledwie 0,3 proc. Faktem jest jednak, że atak na nowy szczyt hossy się nie powiódł, a nasz flagowy indeks zamknął notowania też poniżej 3300 pkt.
Lepiej poradziły sobie średnie i małe spółki. mWIG40 zakończył dzień nawet na symbolicznym plusie, gdyż zyskał 0,2 proc. sWIG80 stracił z kolei 0,1 proc. Wszystko to jednak są zmiany symboliczne. Czekamy na bardziej zdecydowany ruch.
Złoto i srebro z rekordami
Dane ze Stanów Zjednoczonych pomogły dolarowi, który zaczął w drugiej części dnia zyskiwać na wartości. To oczywiście okazało się nie najlepszą informacją dla złotego, który został przeceniony. Po południu za dolara płacono prawie 3,62 zł, zaś euro było wyceniane na 4,21 zł. Do wzrostów za to wróciły metale szlachetne. Złoto znów wyszło powyżej poziomu 4600 USD za uncję ustanawiając nowy rekord. Trwa też szał zakupów na rynku srebra, które drożało po południu o ponad 4 proc. zbliżając się do blisko 90 USD za dolarów.