Być może wtorkowa sesja na GPW nie należała do nadzwyczaj emocjonujących, jednak mówiąc krótko: momenty były. Miała ona także kilku swoich bohaterów, jak i antybohaterów.

Dzień zaczął się od mocnego uderzenia popytu co było pokłosiem udanej sesji na rynkach azjatyckich. WIG20 już w pierwszych minutach rósł o blisko 1 proc. Optymizm szybko jednak wyparował. Po godzinie notowań ze wzrostów już praktycznie nic nie zostało. Podaż też jednak nie była w stanie przeprowadzić jakiegoś bardziej zdecydowanego ataku. W efekcie przeszliśmy w męczący tryb przeciągania liny przy poziomie zamknięcia z poniedziałku.

Na rynku ścierały się dwie siły, za którymi stały wyniki finansowe. Słabo prezentowały się przede wszystkim walory CD Projektu, które spadały w ciągu dnia o ponad 6 proc. Spółka co prawda pokazała lepsze od oczekiwań wyniki, ale najwyraźniej zadziałała zasada: kupuj plotki, sprzedawaj fakty. Walory tej spółki przez ostatnie kilka tygodni mocno zyskiwały na wartości i teraz przyszedł czas na realizację zysków.

Wyniki wsparły natomiast notowania JSW. Akcje tej firmy rosły w ciągu dnia w tempie dwucyfrowym. Tym samym udało im się wyrwać z konsolidacji, jaką widzieliśmy w ostatnich tygodniach. Wzrosty notował także PKN Orlen, który również pochwalił się wyraźnym wzrostem zysków.

W drugiej części dnia oczy inwestorów na GPW tradycyjnie zwróciły się za ocean. Problem w tym, że inwestorzy na Wall Street też we wtorek, przynajmniej na początku, nie mieli pomysłu na handel. Wydawało się, że to ugruntuje marazm równie na GPW. Popyt na ostatniej prostej ruszył jednak do ataku. Nie był to może jakiś szturm, ale byki ostatecznie wyszły z rynkowej batalii zwycięsko. WIG20 urósł 0,43 proc. Znów słabiej zaprezentowały się średnie i małe spółki. mWIG40 urósł 0,41 proc., natomiast sWIG80 zakończył dzień pod kreską. Stracił ostatecznie 0,27 proc. Obroty na całym rynku wyniosły około 1,3 mld zł. Jest to już poziom, który wskazuje na poważniejsze zaangażowanie kapitału.

Oczekiwana korekta ruchu wzrostowego indeksu WIG20, który widzieliśmy w ostatnich tygodniach wciąż więc nie nadchodzi. Przeszliśmy ewidentnie w tryb boczny i czekanie na jakiś większy impuls do handlu. Zapewne przyjdzie on z zagranicy i będzie pochodził ze strony banków centralnych. W ciemno można obstawiać, że pierwsze skrzypce będzie grała Rezerwa Federalna. Problem w tym, że do jej posiedzenia zostało około dwóch tygodni. Niewykluczone więc, że w najbliższych dniach czeka nas scenariusz który obserwowaliśmy już ostatnio. Lepsze sesje będą przeplatane gorszymi. Pytanie kto ostatecznie wyjdzie z tej rozgrywki górą.