W strategii bardziej skupiamy się na potrzebnych działaniach i wyzwaniach. Chcielibyśmy jednak, aby ta kwota była mniejsza dzięki optymalizacji inwestycji pod kątem budowy nowych linii energetycznych. Tak zwana ustawa sieciowa, która na to pozwoli, być może jeszcze w tym roku trafi na posiedzenie Rady Ministrów. Chcemy budować infrastrukturę tam, gdzie jest realna potrzeba i zainteresowanie inwestorów. Nie chcemy marnować publicznych środków na sieci, które za kilka lat będą użytkowane w niewielkim stopniu. Z drugiej jednak strony będziemy wydawać więcej na bezpieczeństwo naszej infrastruktury.
Przejdźmy do konkretów. W strategii zakładacie, że w 2040 r. udział OZE w produkcji energii będzie wynosił 66 proc., a Krajowy Plan w dziedzinie Energii i Klimatu (KPEiK), który wyszedł w sierpniu z MKiŚ, wskazywał na blisko 80 proc.
My bazujemy na najnowszej wersji KPEiK, która redukuje ten poziom do ok. 66 proc. na rzecz m.in. magazynów energii i atomu. Zakładamy, że upowszechnienie magazynowania energii spowoduje dynamiczny rozwój OZE i ten rynek w pewnym momencie się wysyci. Z kolei w miejsce źródeł konwencjonalnych wejdą jądrowe.
Ile węgla energetyka będzie potrzebować w 2030 r.?
Tego nie ma w naszej strategii, bo to jest strategia operatora systemu przesyłowego. To sprawa spółek, w jaki sposób rozwiążą problem optymalizacji swoich źródeł wytwórczych. Widzimy oczywiście trend budowy bloków gazowych, który jest głównym czynnikiem zmiany.
Kilka tygodni temu wspominał pan, że w 2030 r. zapotrzebowanie na węgiel wyniesie 7 mln ton…
I to podtrzymuję, ale nie ma o tym słowa w strategii PSE, bo ona tego nie dotyczy. Chciałbym tylko podkreślić, że jako operator odpowiedzialny za bezpieczeństwo systemu tylko przynosimy informację, np. dotyczącą zobowiązań w zakresie budowy nowych bloków czy proporcji kosztów między wytwarzaniem energii elektrycznej z węgla czy gazu. Długoterminowe prognozy dla rynku gazu mówią, że będzie taniej, bo surowca będzie coraz więcej, podobnie jak terminali LNG w różnych miejscach na świecie.
Głównym celem strategii jest budowa systemu energetycznego, który w 2035 r. będzie gotowy do stabilnej pracy w warunkach bezemisyjnej energetyki. Co to oznacza ta gotowość?
Przez część roku w systemie elektroenergetycznym nie będą musiały pracować źródła emisyjne. Nie znaczy to, że w ogóle ich nie będzie, ale ze względów ekonomicznych będą wchodziły do systemu tylko wtedy, gdy będzie brakowało energii ze źródeł odnawialnych. Musimy się na to przygotować poprzez rozwiązania rynkowe, legislacyjne i techniczne. To nie ma nic wspólnego z przestawieniem się na 100 proc. OZE przez cały czas. Chodzi o przygotowanie systemu do pracy w ten sposób przez krótkie okresy, bo nie ma gwarancji, że zasoby, którymi dysponujemy obecnie, będą dostępne także za 10-15 lat. Już teraz miewamy godziny, kiedy udział OZE w produkcji energii zbliża się do 90 proc.
W grudniu odbyła się ostatnia aukcja rynku mocy w formie, jaką znaliśmy. Co będzie do 2030 r. i potem?
Mechanizmy mocowe zostaną z nami na długo, jednak muszą być zmienione. Wspieramy Ministerstwo Energii w pracach nad nowymi rozwiązaniami, które będą wspierać dekarbonizację i zapewniać bezpieczeństwo systemu. Chcielibyśmy przede wszystkim umożliwić konkurencję w obrębie poszczególnych technologii. Przykładowo potrzebne są i magazyny, i elektrownie gazowe, ale do różnych celów. Obecnie magazyny konkurują z gazem w ramach jednego mechanizmu, przez co sztucznie ograniczamy oba rodzaje zasobów i przez to pozbawiamy się potrzebnych narzędzi.