– Rolą regulatora jest godzenie interesów – stwierdza Maciej Bando, od czerwca 2014 r. prezes URE (a wcześniej p.o. prezesa i wiceprezes urzędu). – Będzie on wiarygodny tylko wtedy, gdy będzie prezentował wyważone wobec wszystkich stanowisko – podkreśla.

W jego ocenie, o ile jeszcze kilka lat temu istniała potrzeba równoważenia interesów przedsiębiorstw energetycznych (państwowych i prywatnych) i odbiorców, o tyle dziś – kiedy niemal cały sektor elektroenergetyczny jest pod kontrolą rządu – mamy do czynienia z równoważeniem interesów spółek, ich właściciela i konsumentów. – To dla URE wyzwanie i sprawdzian niezależności – przyznaje Bando.

Kontrola i przejrzystość

Między innymi dlatego URE chciałby bardziej zaangażować się w procedurę tworzenia rynku mocy, czyli wsparcia dla energetyki konwencjonalnej. Bo to gwarantuje bardziej wyważony rozdział środków w przyszłości i zabezpieczy nasze rachunki przed nadmiernym wzrostem. – Tylko wtedy odbiorcy, a więc wszyscy ponoszący koszty wsparcia sektora, będą w stanie uwierzyć, że nie jest to układ między przedsiębiorstwami a ich właścicielem – twierdzi Bando.

W ocenie regulatora monopolizacja rynku elektroenergetycznego i jej skupienie w rękach Skarbu Państwa jest niebezpieczna dla odbiorców. – Efektem może być dyktowanie warunków sprzedaży, m.in. cen energii, poziomu opłat dystrybucyjnych, opłaty przejściowej czy opłaty OZE, ale też kolejnych składek, które mogą się pojawiać, np. na rozwój elektromobilności – wylicza Bando.

Budowanie koncernów paliwowo-energetycznych może też zakłócić proces kształtowania się rynkowej ceny energii. Zwłaszcza że dalsze spadki obrotów na Towarowej Giełdzie Energii grożą tym, że prezes URE straci odniesienie do tego ważnego czynnika wpływającego na zatwierdzane przez niego taryfy. – Dlatego jestem zwolennikiem podwyższenia obowiązku sprzedaży przez giełdę. Z naszych analiz wynika, że obligo na energię powinno wynosić 30 proc. – postuluje Bando. I tłumaczy, że rozwiązania administracyjnoprawne są potrzebne dla zwiększenia transparentności rynku, a także większego zwrócenia uwagi na interes konsumentów.

Spółki patrzą na zysk

Z powodu owej powinności wobec odbiorców prezes URE diametralnie zmienił też podejście do kwestii uwolnienia rynku gazu (jesienią zniknie taryfa dla firm, a od 2024 r. – także dla gospodarstw domowych). – PGNiG Obrót Detaliczny nie dojrzał do uwolnienia rynku dla gospodarstw domowych. Kiedy to nastąpi, możemy obserwować duże i nieuzasadnione skoki cen – przestrzega Bando. Przypomina, że spółka maksymalnie odwlekała moment obniżek, choć sama wcześniej je postulowała. Jego zdaniem świadczy to o tym, że przedsiębiorstwo nie myśli o odbiorcy, tylko o wyniku. Nie potrafi też odczytać trendów, które konsument i regulator chcieliby widzieć.

– Jest to kolejny mankament budowania coraz silniejszych monopoli zamiast dbania o zrównoważony rozwój rynku, także mniejszych firm, które chcą na niego wejść – zauważa szef URE. – Co ciekawe, „duże" PGNiG dość elastycznie dostosowuje się do sytuacji rynkowej – dodaje Bando. Tyle że wspomniana spółka sprzedaje gaz największym odbiorcom, którzy wiedzą, jak negocjować i mogą zagrozić przejściem do innego dostawcy lub sami kupować paliwo.

Prezes URE od lat jest też przeciwnikiem uwolnienia cen na energię dla gospodarstw domowych. Firmy od kilku lat kupują prąd na wolnym rynku. – Cena regulowana powinna funkcjonować jako prawo pozostania przy taryfie pilnowanej przez URE. Ona byłaby dla tych, którzy chcą być uwolnieni od konieczności przebierania w ofertach – nie zawsze uczciwych sprzedawców – tłumaczy Bando.

W perspektywie przyszłych lat widzi możliwość wprowadzenia abonamentu na energię i jej przesył. Takie rozwiązanie – w jego ocenie – jest zasadne tylko w przypadku klientów indywidualnych, dla których energia powinna być dobrem ogólnodostępnym. Z kolei odbiorcy przemysłowi czy sektor usług powinni płacić rachunki uzależnione od wielkości zużycia. Bo dla nich energia jest normalnym towarem, który kupią na wolnym rynku.

Dobrą wiadomością z punktu widzenia budowania konkurencyjności tego rynku jest fakt, że projekt wspólnego systemu wymiany danych o rynku detalicznym (CSWI), który chcą budować dystrybutorzy energii, został odblokowany przez Ministerstwo Energii. Wpłynie to na przyspieszenie ciągnącego się dziś procesu zmiany sprzedawcy energii. – Dostałem zapewnienie od wiceministra Andrzeja Piotrowskiego, że system powstanie. Dzięki niemu będziemy mieć też kontrolę nad podmiotami z obszaru obrotu energią elektryczną. Szkoda tylko, że straciliśmy rok – ubolewa Bando. Z przekazanych przez niego informacji wynika, że system powstanie najwcześniej pod koniec 2018 r., a nie – jak planowano – w połowie 2017 r.

Wywiad z prezesem Urzędu Regulacji Energetyki czytaj w internecie oraz dzienniku Rzeczpospolita